17 września 2014

Urban Jungle | Essie




























Lakiery Essie uwielbiam, za formułę, konsystencję i oczywiście ogromny wybór kolorów. Ale kolor Urban Jungle z letniej kolekcji Haute in the Heat całkowicie zawładnął moim sercem i paznokciami, gdybym miała pozbyć się teraz wszystkich swoich lakierów i zostawić tylko jeden kolor, zdecydowanie byłby to właśnie ten. W kolekcji Urban Jungle określany jest jako alabastrowa orchidea. Kremowy, rozbielony beż, wymieszany z szarością, czasami przypominający bardzo jasną kawę z mlekiem, ja nazywam ten kolor kością słoniową. Jakiego określenia na niego byście nie użyli, to po prostu piękny, klasyczny kolor, który moim zdaniem pasuje do wszystkiego. Niektórym przypomina kultowe już Fiji, które też uwielbiam, ale dla mnie poza wykończeniem, to zupełnie inna bajka kolorystyczna. Posiadam wersję profesjonalną, z cienkim pędzelkiem. Aplikacja jest raczej bezproblemowa, ale jak to przy mlecznym wykończeniu bywa, trzeba się trochę przyłożyć i zrobić to dość starannie, bo w innym przypadku lubi delikatnie smużyć. Kryje po dwóch warstwach, pozostawiając piękny połysk. Trwałością nie odbiega od standardu Essie, trzyma się na paznokciach bez uszczerbku do kilku dni. Na dłoniach prezentuje się naprawdę pięknie. I mogę nie być obiektywna, bo fanką mlecznych wykończeń jestem ogromną, ale Urban Jungle zdecydowanie uwielbiam!
Znacie ten kolor? Podobają się Wam mleczne i kremowe wykończenia lakierów?




14 września 2014

Hairdresser's Invisible Oil Heat/UV Protective Primer | Bumble and Bumble





























Ja i moje włosy to temat rzeka. Są okresy, kiedy jestem z nich naprawdę zadowolona i żyjemy sobie w symbiozie, spokoju i blasku słońca, upinając, prostując, kręcąc, a są czasy takie jak ostatnio, kiedy niestety nie do końca się dogadujemy, winiąc za nasz konflikt słońce, słoną morską wodę i przyjście jesieni. No cóż, nie zawsze jest łatwo, więc szukając pomocy i rozwiązania, czytając opinie i recenzje, postanowiłam pomóc naszej relacji kosmetykiem, który zdecydowanie pomaga mi i moim włosom dojść do porozumienia :)
Jak już nie raz wspominałam, ciepło suszarki i wysokie temperatury prostownicy nie są mi obce, dlatego moje włosy, mimo to, iż cienkie i delikatne, potrzebujące zdecydowanie efektu OOOMP u nasady,  wymagają też odżywienia na końcach, co zna na pewno wiele z Was i wiecie, że dobranie takich produktów do włosów, które nawilżają końcówki nie obciążając przy tym włosów to nie lada wyzwanie. Włosy myję niezmiennie szamponem naturalnym Pat&Rub z serii zielonej, który działa bardzo oczyszczająco, dodaje moim włosom objętości i utrzymuje je świeże przez 2 dni. Po umyciu nakładam odżywkę, lub ostatnimi czasy, sięgam po kosmetyk wielofunkcyjny, który świetnie odżywkę zastępuje, jakim jest primer z serii Hairdresser's Invisible Oil firmy Bumble and Bumble. Produkt pochodzi z serii, na którą składają się cztery produkty: szampon, odżywka (którą rónież posiadam i jest świetna), primer oraz lekki olejek. Każdy kosmetyk z serii wzbogacony jest sześcioma lekkimi olejkami, które mają za zadanie wygładzić, odżywić i zdyscyplinować szorstkie, suche i zniszczone włosy. Te sześć olejków, to nic innego jak olej kokosowy, arganowy, macadamia, olejek ze słodkich migdałów oraz z pestek winogron. Przyznam, że bałam się, iż tak bogaty skład obciąży moje podatne na to włosy, które już i tak są wystarczające delikatne, ale nic takiego się nie stało i produkt sprawdził się nawet na tak wymagających kosmykach. Primer możemy zastosować na dwa sposoby, po umyciu na osuszone ręcznikiem włosy, lub na sucho przed ich stylizacją. Ja stosuję go w pierwszej wersji, a to dlatego, że jego pierwszą funkcją jest wspomaganie w rozczesywaniu włosów. Trzeba uważać z ilością, którą aplikujemy na włosy, choć atomizer, który świetnie i równomiernie zrasza włosy delikatną mgiełką nie pozwala nam na to, aby popełnić błąd. Po nałożeniu kosmetyku na włosy, pierwsze co czujemy, to przepiękny zapach, który utrzymuje się na włosach długie godziny i który osobiście uwielbiam. Rozczesywanie z tym produktem idzie naprawdę gładko i po tej czynności przystępuję do suszenia włosów suszarką wiedząc, że podczas suszenia primer spełnia swoją kolejną funkcję, mianowicie chroniąc i zabezpieczając włosy przed gorącym powietrzem suszarki. Po wysuszeniu włosy są niesamowicie miękkie, lejące, nie są obciążone, posklejane, wręcz przeciwnie, puszyste i lekkie. Genialnie współpracują z jakąkolwiek dalszą stylizacją, utrzymując delikatny zapach. Przyznaję, że po pierwszym użyciu tego produktu byłam zachwycona tym, jak moje włosy wyglądają i w jak dobrej są kondycji. Jeśli używacie prostownicy, primer ułatwia sunięcie po włosach płytek i przyśpiesza ich prostowanie. Pomaga także utrzymać włosy w ryzach przy jakiejkolwiek wilgotności, co dla mnie jest ogromnym plusem, ponieważ mam włosy podatne na puszenie się. Moje włosy naprawdę polubiły ten produkt i jedyny minus to jego cena, bo za butelkę w Sephorze musimy zapłacić 109 zł, choć pojemność jest naprawdę spora, 250 ml, a i wydajność ogromna, bo kosmetyk nakładamy naprawdę rozsądnie i z uwagą. 
Jeżeli więc potrzebujecie produktu, który nawilży, zmiękczy Wasze włosy i ochroni je przed jakąkolwiek stylizacją i zniszczeniami z nią związanymi, polecam, wypróbujcie ten spray i dajcie swoim włosom szansę na lepszy dzień:)
Znacie już może ten kosmetyk ? Jakich kosmetyków używacie do ochrony Waszych włosów?

11 września 2014

August Beauty Favourites




























Po pierwszej mojej tak długiej przerwie w blogowaniu, wracam dziś do Was z nowym wpisem i trochę spóźnionymi, ale jednak godnymi uwagi ulubieńcami sierpnia. Tak jak pisałam na moim Twitterze oraz FB, przerwa spowodowana była przeprowadzką, remontem,  i ciągiem wszelkich innych zdarzeń, które uniemożliwiły mi pisanie na blogu, ale wszystko wróciło już do normy i dzisiejszym wpisem witam się i zapraszam do lektury :)
Chciałam jeszcze raz serdecznie podziękować za wszystkie maile, pytania od Was, o to, co u mnie i kiedy pojawią się nowe wpisy, bardzo fajnie, że tu jesteście!

PIELĘGNACJA

Bioderma Hydrabio Mask to kosmetyk, do którego wracam raz na jakiś czas, bo jest sprawdzony, bezpieczny i naprawdę działa. Kremowa maska przeznaczona do skóry suchej, odwodnionej, wymagającej regeneracji doprowadziła w kilka dni moją przesuszoną skórę po opalaniu do należytego poziomu nawilżenia. Ponieważ maska nie wymaga spłukiwania, zostawiałam ją na twarzy całą noc, a efekt z rana był naprawdę widoczny gołym okiem. Skóra nie jest ściągnięta, jest elastyczna, nawilżona, wszystkie drobne linie czy suche skórki znikają, a jej delikatny i bardzo przyjemny zapach umila tylko jej regularne stosowanie. Maska nie zapycha, nie powoduje wzmożonego przetłuszczania skóry po odstawieniu, nie podrażnia mojej wrażliwej skóry. Polecam każdemu. Do kupienia w aptece.

Bumble and Bumble Hairdresser's Invisible Oil Primer ok, nazwa trochę przydługa, ale efekt jaki uzyskuję po tym produkcie może zaskoczyć i to dość mocno. Śmiało mogę powiedzieć już teraz, że będzie to jedno z moich odkryć kosmetycznych tego roku. Produkt to wielozadaniowy, działa jak odżywka, a także spray ochronny przed wysoką temperaturą i wspomagacz w rozczesywaniu. W każdej z tych ról spełnia się genialnie, włosy są miękkie, błyszczące, świetnie się układają, a zapach potrafi uzależnić. Wkrótce poświęcę mu osobną notkę na blogu i wtedy szerzej opiszę jego spektakularne działanie.

Bumble and Bumble Does It All Hairspray to kolejny produkt, do którego wracam regularnie. To niezwykły zwykły lakier do włosów, który jak sama nazwa wskazuje, robi wszystko. Pomaga w stylizacji włosów na gorąco, przedłuża trwałość każdej fryzury pozostawiając przy tym włosy elastyczne, nieposklejane i naturalne. Lubię go właśnie za to, że nie można z nim przesadzić, nieważne czy upinamy weselnego koka, czy chcemy tylko delikatnie utrwalić fale, spisuje się rewelacyjnie. Plus za duże opakowanie i wydajność, minus za okropną cenę. 

Dior Huile Abricot czyli nowa wersja kultowego już kremu do skórek Diora, w nowym wydaniu. Mam mieszane uczucia co do jego zmienionej formy, no bo niby ma specjalny pędzelek aplikator, który pomaga precyzyjnie zaaplikować produkt na skórki wokół paznokcia, olejek nie jest tłusty i nadal pięknie pachnie brzoskwiniami, ale jednak krem był w większym opakowaniu i zdaje mi się, że był bardziej wydajny. Co do działania nie mogę się przyczepić, działa jak jego stara formuła, szybko i genialnie nawilża skórki, likwiduje szorstkość i zadziory, regularnie stosowany idealnie je zmiękcza. 

MAKIJAŻ

Essie Urban Jungle w tym miesiącu nie pojawiła się w moim makijażu żadna nowość, która zaskoczyłaby mnie swoim efektem, prócz lakieru od Essie (stare, poczciwe Essie) w kolorze Urban Jungle. Dla mnie to kolor hit, który mogłabym nosić na paznokciach non stop, gdyby nie to, że po remoncie połamane i w opłakanym stanie nie nadają się w tej chwili do malowania. Kolor to rozbielona szarość, która na paznokciach przypomina efekt, jaki uzyskujemy z Fiji. Bajeczny, elegancki, casualowy i jaki tylko zechcecie. Jeden z fajniejszych lakierów jakie kiedykolwiek miałam, żałuję, że to wersja limitowana.

To wszyscy moi ulubieńcy sierpnia. Jestem ciekawa, czy któryś z tych produktów Was zaciekawił, a może już je znacie?

3 sierpnia 2014

Snapshots of the Week 58

 1. U Ewy. 2. Mąka i Woda. 3. Wystawa. 4. Ikea.
 5. New In. 6. Wyprzedaże mogą zmęczyć. 7. Good morning. 8. OOTD.
 9. Morze. 10. Też. 11. Breakfast time. 12. New In.
 13. OOTD2. 14. Rilke. 15. Yeah Bunny. 16. OOTD3.

































17. New by Lous. 18. Lemoniada, hit tego lata.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...