Jesień i zima to pory roku, kiedy moje usta stają się bardzo problematyczne. Mianowicie, wiatr i niska temperatura bardzo je wysuszają, robią się wtedy szorstkie, chropowate, suche. Mówiąc suche, mam na myśli naprawdę bardzo przesuszony naskórek.
Od zawsze dlatego też, jestem uzależniona od wszelkich mazideł do ust, które mają mi pomóc zniwelować ten pojawiający się rokrocznie problem. Poniosłoby mnie, gdybym powiedziała, że przetestowałam już wszystkie balsamy i pomadki ochronne do ust dostępne na rynku, ale fakt jest taki, że przetestowałam ich już naprawdę wiele. I szczerze mówiąc, mało które radzą sobie z tym problemem tak od początku do końca. Mania na nawilżanie ust trwa u mnie nadal, więc mimo swojego faworyta, którego przez ten czas odkryłam, mam ich w domu zawsze kilka. I tak też jest tym razem, dlatego dziś pokażę Wam, który specyfik jest moim numerem 1 zawsze, a które zupełnie się u mnie nie sprawdzają.
Nivea Vitamine Shake Żurawina i Malina kupiłam na wyjeździe w Niemczech, ponieważ zapomniałam zabrać swojego balsamu. Wiem, że sztyft ten nie jest stricte produktem regenerującym usta, a ma za zadanie jedynie ( i aż) je nawilżyć oraz pozostawić na naszych ustach różowy połysk. I fakt, połysk różowy jest, zapach piękny jest, ale nic poza tym. Mało tego, po kilku dniach regularnego stosowania Vitamine Shake moje usta wołały o pomstę do nieba! Sztyft tak mi je przesuszył, że natychmiast go odstawiłam i tak leży sobie na biurku w pracy nieużywany, czekając chyba na to, aby Pani sprzątająca biura go kiedyś po prostu wyrzuciła. Jak dla mnie zdecydowanie jest to pomadka upiększająca a nie nawilżająca i regenerująca.
Einstein Lip Therapy to kolejne z mazideł, które nie do końca spełnia moje oczekiwania. Balsam w słoiczku, o zapachu mentolu oraz efekcie chłodzenia na ustach. Dość dobrze sprawdzał się dlatego latem, w upały. Bardzo lekka formuła, nietrzymająca się zbyt długo na ustach. Efekt odżywienia i regeneracji ust bardzo słaby. Może dlatego, że tak szybko schodził z ust, a może przez swój średni skład. Jego zaletą może być cena, kosztuje koło 4 złotych.
EOS Organic Lip Balm posiadam w wersji Honeysuckle honeydew o zapachu melonowo miodowym. Balsam jest w 100% naturalny, 95% składników jest pochodzenia organicznego. Balsam jest bardzo znany i reklamowany, niemniej uważam, że ten zachwyt nad nim jest zdecydowanie nad wyraz. Fantazyjne i co tu dużo mówić, praktyczne opakowanie w aplikacji jest poniekąd plusem tego balsamu. Zapach przyjemny, nawet w smaku jest słodki. Ale jeśli chodzi o jego działanie, no cóż, tu już nie jest tak różowo. Po pierwsze, potrzeba kilku warstw , aby usta były odpowiednio pokryte, po drugie balsam bardzo szybko znika nie pozostawiając po sobie należytego nawilżenia ani tym bardziej regeneracji ust. Ot, przyzwoity balsam, ale na problematycznych ustach niestety nie daje rady.
Owiany już legendą i klasyką balsam Figs&Rouge, u mnie w wersji różanej, niestety totalnie mnie zawiódł. Bardziej na ustach ślizga się jak zwykła wazelina i mimo organicznego i naturalnego składu, nie lubię go. Nie zrobił z moimi ustami za wiele, nakładałam go regularnie w czasie dla moich ust fatalnym, nie pomógł mi. Pachnie bardzo intensywnie, jest bardzo tłusty, lubi z wierzchu zastygnąć, co powoduje efekt skorupki. Mam nie po raz pierwszy, ale na pewno ostatni.
L'Occitane Baume Levres Ultra Riche zauważyłam przy kasie w sklepie firmowym tej marki. Wygrał nad rozsądkiem nałóg do tego typu produktów i grożąc Pani konsultantce, że jeśli nie będzie tak dobry jak mi obiecuje, wrócę do niej z reklamacją domagając się ogromnej rekompensaty, kupiłam go. No i bardzo dobrze się stało, gdyż sztyft ten, zawierający 10% masła karite, zaskoczył mnie i moje usta rzecz jasna bardzo pozytywnie. Uważam, że jest to produkt świetny. Gęsty, dobrze się aplikuje, pięknie pachnie, długo trzyma się na ustach, do tego rewelacyjnie je nawilża i regeneruje. W pół dnia, poradził sobie z kompletną odnową moich wysuszonych ust i doprowadził je do porządku. Usta są po nim bardzo gładkie, miękkie i nawilżone. Ultra Rich pozostanie ze mną na dłużej i będzie moim wiernym towarzyszem tych wietrznych i mroźnych dni.
Na koniec zostawiłam balsam, wszystkim na pewno bardzo znany, Carmex. Tu zaznaczę, że tylko i wyłącznie Carmex klasyczny, wersja w słoiczku, gdyż miałam już wszystkie wersje tego specyfiku i uprzedzam, że zarówno sztyft jak i tubka, to moim zdaniem całkiem inny kosmetyk niż wersja słoiczkowa. Wiem, że Carmex albo się kocha albo nienawidzi, ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Carmex towarzyszy mi już od wielu lat, leży sobie koło mojego łóżka, na noc nakładam go zawsze grubą warstwą. Idealnie regeneruje, nawilża, odżywia usta, chroni w każdych warunkach atmosferycznych. Wyciąga moje usta z największych opresji, po prostu nie ma sobie równych, choćbym nawet tego chciała. Zapach kamfory i mentolu do moich ulubionych nie należy, ale po tylu latach stosowania jestem do niego już przyzwyczajona. Póki co nie znalazłam nic, co by miało takie działanie jak Carmex. I ok, niech będzie. Ważne, że z moimi ustami radzi sobie doskonale.
A jak jest u Was? Czy Wasze usta również są bardzo problematyczne, wysychają, czy raczej nie macie z tym problemów? Macie swoje ulubione balsamy do ust?
Nivea Vitamine Shake Żurawina i Malina kupiłam na wyjeździe w Niemczech, ponieważ zapomniałam zabrać swojego balsamu. Wiem, że sztyft ten nie jest stricte produktem regenerującym usta, a ma za zadanie jedynie ( i aż) je nawilżyć oraz pozostawić na naszych ustach różowy połysk. I fakt, połysk różowy jest, zapach piękny jest, ale nic poza tym. Mało tego, po kilku dniach regularnego stosowania Vitamine Shake moje usta wołały o pomstę do nieba! Sztyft tak mi je przesuszył, że natychmiast go odstawiłam i tak leży sobie na biurku w pracy nieużywany, czekając chyba na to, aby Pani sprzątająca biura go kiedyś po prostu wyrzuciła. Jak dla mnie zdecydowanie jest to pomadka upiększająca a nie nawilżająca i regenerująca.
EOS Organic Lip Balm posiadam w wersji Honeysuckle honeydew o zapachu melonowo miodowym. Balsam jest w 100% naturalny, 95% składników jest pochodzenia organicznego. Balsam jest bardzo znany i reklamowany, niemniej uważam, że ten zachwyt nad nim jest zdecydowanie nad wyraz. Fantazyjne i co tu dużo mówić, praktyczne opakowanie w aplikacji jest poniekąd plusem tego balsamu. Zapach przyjemny, nawet w smaku jest słodki. Ale jeśli chodzi o jego działanie, no cóż, tu już nie jest tak różowo. Po pierwsze, potrzeba kilku warstw , aby usta były odpowiednio pokryte, po drugie balsam bardzo szybko znika nie pozostawiając po sobie należytego nawilżenia ani tym bardziej regeneracji ust. Ot, przyzwoity balsam, ale na problematycznych ustach niestety nie daje rady.
Owiany już legendą i klasyką balsam Figs&Rouge, u mnie w wersji różanej, niestety totalnie mnie zawiódł. Bardziej na ustach ślizga się jak zwykła wazelina i mimo organicznego i naturalnego składu, nie lubię go. Nie zrobił z moimi ustami za wiele, nakładałam go regularnie w czasie dla moich ust fatalnym, nie pomógł mi. Pachnie bardzo intensywnie, jest bardzo tłusty, lubi z wierzchu zastygnąć, co powoduje efekt skorupki. Mam nie po raz pierwszy, ale na pewno ostatni.
L'Occitane Baume Levres Ultra Riche zauważyłam przy kasie w sklepie firmowym tej marki. Wygrał nad rozsądkiem nałóg do tego typu produktów i grożąc Pani konsultantce, że jeśli nie będzie tak dobry jak mi obiecuje, wrócę do niej z reklamacją domagając się ogromnej rekompensaty, kupiłam go. No i bardzo dobrze się stało, gdyż sztyft ten, zawierający 10% masła karite, zaskoczył mnie i moje usta rzecz jasna bardzo pozytywnie. Uważam, że jest to produkt świetny. Gęsty, dobrze się aplikuje, pięknie pachnie, długo trzyma się na ustach, do tego rewelacyjnie je nawilża i regeneruje. W pół dnia, poradził sobie z kompletną odnową moich wysuszonych ust i doprowadził je do porządku. Usta są po nim bardzo gładkie, miękkie i nawilżone. Ultra Rich pozostanie ze mną na dłużej i będzie moim wiernym towarzyszem tych wietrznych i mroźnych dni.
Na koniec zostawiłam balsam, wszystkim na pewno bardzo znany, Carmex. Tu zaznaczę, że tylko i wyłącznie Carmex klasyczny, wersja w słoiczku, gdyż miałam już wszystkie wersje tego specyfiku i uprzedzam, że zarówno sztyft jak i tubka, to moim zdaniem całkiem inny kosmetyk niż wersja słoiczkowa. Wiem, że Carmex albo się kocha albo nienawidzi, ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Carmex towarzyszy mi już od wielu lat, leży sobie koło mojego łóżka, na noc nakładam go zawsze grubą warstwą. Idealnie regeneruje, nawilża, odżywia usta, chroni w każdych warunkach atmosferycznych. Wyciąga moje usta z największych opresji, po prostu nie ma sobie równych, choćbym nawet tego chciała. Zapach kamfory i mentolu do moich ulubionych nie należy, ale po tylu latach stosowania jestem do niego już przyzwyczajona. Póki co nie znalazłam nic, co by miało takie działanie jak Carmex. I ok, niech będzie. Ważne, że z moimi ustami radzi sobie doskonale.
A jak jest u Was? Czy Wasze usta również są bardzo problematyczne, wysychają, czy raczej nie macie z tym problemów? Macie swoje ulubione balsamy do ust?
chronicznie nie znoszę Carmexu ;) zresztą u mnie zupełnie się nie sprawdza. namiętnie za to używam i zużywam Chubby Sticki Clinique i Lip Conditioner /w tubce/ z MACa - moi absolutni faworyci ;)
OdpowiedzUsuńChubby Stick bardzo lubię,ale dla mnie to jednak tylko kolorówka wzbogacona o pielęgnację,więc i tak nakładam ją na balsam. Maca nie miałam jeszcze:-)
Usuńuwielbiam L'Occitane Baume Levres Ultra Riche, F&R też ale w wersji wiśniowej :]
OdpowiedzUsuńL'Occitane jest naprawdę rewelacyjny. Ale widzisz,ta ostatnia edycja w tubce,o której pisałaś,już się tak dobrze nie sprawdza:/
Usuńwidziałam w gazecie Einstein Lip Therapy, a później w drogerii, ale jak piszesz o mentolu, to nie kusi mnie już ;P najgorsze jest to, że kupowanie pomadki ochronnej to kot w worku. szminkę można chociaż zobaczyć na testerze...
OdpowiedzUsuńTo prawda, testerów raczej nie uraczysz. No chyba,że jest to l'occitane,to już tak:-)
Usuńna szczęście nie mam problematycznych ust...
OdpowiedzUsuńzazdroszczę
UsuńMoim ulubionym jest Carmex mimo wszystko :) Teraz używam też pomadkę ochronną z Alterry rumiankową, uważam, że jest przyjemna, fajnie natłuszcza. :))
OdpowiedzUsuńO proszę,to będę musiała się jej przyjrzeć:-)
UsuńJa bardzo lubię masło cytrynowe TBS, ale raczej za smak i zapach niż za działanie. Lekko natłuszcza usta i niestety szybko z nich znika. Bardzo lubię różaną bebe - i tutaj działanie ochronne jest bardzo dobre. Zimą najlepiej sprawdził się balsam Avene w tubie - rewelacja. Wyleczył mi bardzo suche, popękane usta. Tradycyjnie lubię też tisane :). Carmex jest ok, ale trochę przeszkadza mi smak ;). Muszę kiedyś zainwestować w balsam l'Occitane ...
OdpowiedzUsuńZgadzam się,miałam kiedyś TBS z żurawiną,nie działał za dobrze. Jeśli chodzi o Avene nie miałam tego balsamu w tubce,ale bardzo chętnie go sprawdzę:-)
UsuńJesień, zima to właśnie ten okres kiedy usta stają się problematyczne, ale są takie produkty, które super sobie z tym radzą: Palmer's Lip Butter (polecam, spróbuj! opisałam go też na swoim blogu), pomadka ochronna Avene i na noc tradycyjny krem NIVEA :) pozdrawiam ciepło:) Blogging Novi.
OdpowiedzUsuńPalmer's Lip Butter jest mi obcy,ale skoro polecasz muszę się chyba z nim zapoznać:-)
UsuńSama jestem w pozytywnym zaskoczeniu, że produkt do ust tak szybko zyskał moją sympatię - właściwości godne polecenia:)
UsuńJak dla mnie carmes numerem jeden, zaraz po nim tisane. Idealne:))
OdpowiedzUsuńZgadzam się całkowicie:-)
Usuńu mnie króluje carmex w tubce :)
OdpowiedzUsuńU mnie ten w tubce nie do końca mi odpowiadał,ale w sloiczku sprawdza się rewelacyjnie
UsuńDla mnie najlepszym jest Carmex ale w sztywcie, a co do Nivea to mam truskawkę z tej serii i jestem mega niezadowolona - u mnie po zastosowaniu jej również się robi jeszcze większy syf niestety...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
No niestety,Nivea nie daje rady u mnie:(
UsuńMoje usta nie sa problematyczne, na szczęście.
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o jesienno-zimowa ochronę, to stawiam na pomadki.
Mazidełek w słoiczkach nie lubię.
U mnie, aktualnie, w użyciu sa dwie:
- nieva, wersja oliwka+cytryna
- alverde, mandarynka+wanilia
Z jednej i drugiej jestem zadowolona.
Większa przyjemność mam jednak z używania tej drugiej.
Ma przepiękny zapach i cudownie natłuszcza usta - a na tym mi właśnie zależy :)
Właśnie muszę się tej z Alverde przyjrzeć,sprawdzę jak sobie radzi w ekstremalnych warunkach:-)
UsuńPomadek Nivea też nie lubię- może i ładnie pachną, ale zupełnie nie sprawdzają się jako nawilżacze.
OdpowiedzUsuńU mnie z ustami najlepiej radzi sobie Carmex, ale ten w sztyfcie. Teraz mam wersję tubkową i zauważyłam, że ma mniej gęstą konsystencję a przez to jakoś tak słabiej nawilża :/
Też uważam,tak jak napisałam,że Carmex w zależności od opakowania różni się konsystencją i działaniem. U mnie najlepiej sprawdza się ta wersja w słoiczku
Usuńzdecydowanie wolę sztywny niż babranie paluchem słoiczku, chociaż te najczęściej najładniej wyglądają :D
OdpowiedzUsuńJa też wolę sztyfty:-)
UsuńCarmex uwielbiam, ale mam wersję w sztyfcie :) może ten słoiczek kupię przy okazji, skoro jeszcze lepszy :) no i L'Occitanka kupię na pewno! bo firmę lubię, a balsamy w sztyfcie najwygodniej mi się jednak używa :)
OdpowiedzUsuńDokładnie,wygodniejsze użycie,a ten sprawdza się rewelacyjnie:-)
UsuńFajny post, lubię takie zbiorcze recenzje:] carmex uwielbiam, ale tylko ten w słoiczku, na inne już się nie nabieram;) zaciekawił mnie ten L'occitane może się skuszę na niego:)
OdpowiedzUsuńPolecam go:-) a jeśli chodzi o Carmex, to rownież uważam,ze tylko i wyłącznie wersja słoiczkowa jest godna polecenia
UsuńMoje też nie są jakieś problematyczne pod warunkiem, że nie spędzam zbyt wiele czasu na dworzu w takiej pogodzie jak była np. wczoraj. Miałam tę pomadkę z nivea i to była istna maskara nakładałam coraz więcej a ona coraz bardziej je przesuszała :/ Reszty nie miałam, ale ta z L'occitane wydaje sie być ciekawa. Wiesz może czy jest w stałej sprzedaży?
OdpowiedzUsuńTak tak,jest w stałej ofercie firmy,także spokojnie go dostaniesz. Nivea dała mi popalić,już nigdy więcej jej nie kupię:(
UsuńEh uwielbiam gryźć usta i zawsze oblizuję się na wietrze... Właśnie szukam czegoś godnego polecenia,co nie będzie jednak przyciągało moich włosów... :D
OdpowiedzUsuńdla mnie Nivea najlepsza ;)
OdpowiedzUsuńJa też ubóstwiam Carmex i masz 1000% rację, że ten w słoiczku jest zupełni inny niż ten w sztyfcie, czy tubce - jakoś pozostałe nie sprawdzają się tak dobrze jak wersja słoiczkowa. Dodatkowo uwielbiam balsam Tisane - zarówno wersję słoiczkową jak i higieniczniejszą w pracy - w pomadce :) Moje usta też są problemowe także cały czas testuję różne specyfiki :)
OdpowiedzUsuńJa lubię balsamy L'Occitane, nawet te w niewygodnych tubkach - sprawdzają się u mnie, chociaż ostatnio nic nie pomagało na popękane usta oprócz vit. B6.
OdpowiedzUsuńWczoraj też dodałam post na ten temat. Jednak mój w całości poświęcony mojemu ulubionemu Tissane. Jednak Carmexa też kusi mnie wypróbować.
OdpowiedzUsuńja osobiscie mam wielki problem balsmowy-nie wystarczy 1, potrzeba 200.
OdpowiedzUsuńmoj ulubiony jak dotąd CO Bigelow My favourite lipbalm, ala blyszczyk, kompletnie nie lepiący, inny dobry to nuxe reve de miel ale w sztyfcie ;)
Polecam pielegnacje ust (oraz wszelka inna!) francuskiej marki Nuxe: balsamy Reve de Miel, w sloiczku i sztyfcie, oraz blyszczyk. Widze z Waszych komentarzy, ze nie przepadacie za sloiczkiem, ale Reve de Miel Baume Levres to multifunkcyjny produkt, ktory zabralabym na bezludna wyspe i ratowalabym z pozaru ;-) Trzeba tylko dbac o higiene i nie wkladac tam brudnych paluszkow ;-) Utrzymuje sie na ustach (oraz skorkach, lokciach i gdziekolwiek jeszcze zdecydujecie sie go zaaplikowac) bardzo dlugo - BARDZO!, jest matowy, wiec doskonaly pod pomadke, pieknie pachnie (miod i cytrusy), smak ma delikatnie cytrusowy, nawilza, chroni, na mroz jest niezastapiony! Jedyna (mini) wada: krotko po nalozeniu w kacikach ust zbiera sie w postaci bialego filmu, ale chyba sporo balsamow tak ma. Ostatnio skusilam sie na wersje w sztyfcie (Stick Levres), ale nie jest az tak trwala jak w sloiczku, jakkolwiek zgadzam sie, ze taka forma jest znacznie bardziej praktyczna. Na koniec Baume Prodigieux Levres, blyszczyk wystepujacy w trzech czy czterech kolorach (ja uzywam jasnego naturalnego), bardzo fajny, ma SPF15, daje delikatny polysk i nie trzeba lusterka, zeby go aplikowac ;-) Generalnie kosmetyki Nuxe sa produkowane z naturalnych skladnikow, mojej wrazliwej skorze nigdy nie sprawily zadnego klopotu; do twarzy jest fajna kwiatowa seria oczyszczajaca i rewelacyjny krem do skory mieszanej Creme Fraiche de Beaute. W Polsce dostepne w wiekszych aptekach, rowniez internetowych. Na koniec: nie, nie placa mi za reklame, chociaz pewnie moze tak to wygladac ;-) Jestem pewna, ze jesli tylko sprobujecie, nie zawiedziecie sie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie,
Aga
P.S. Kamila - bardzo fajny blog! :-)