6 sierpnia 2017

Ulubione kosmetyki lipca































Czy ktoś zna odpowiedź na to, dlaczego lato mija tak szybko? Jeszcze dobrze nie przywykłam do długich wieczorów, a tu już mamy sierpień i pewnie jesień zaskoczy mnie jak co roku nie wiadomo kiedy i skąd. Chciałabym, żeby wakacje trwały cały rok... Lipiec byl dla mnie łaskawy. Wypoczynek nad polskim morzem, rodzinne i leniwe śniadania, spokojne wieczory. Pielęgnacja latem nie jest w moim przypadku wymagająca, w tym miesiącu jednak mam dla Was kilka perełek. Zarówno nowości jak i stare hity, które powracają do mnie co jakiś czas, potwierdzając to, że są warte tych ponownych spotkań.

PIELĘGNACJA

Fridge 3.3 Good morning face! to nowość w asortymencie naszej polskiej, świeżej marki. Fridge pojawiał się na moim blogu już kilkakrotnie, za każdym razem z samymi pozytywami i nie inaczej jest dziś. Delikatny żel do mycia twarzy przeznaczony jest do każdego typu cery. Bazuje na dwóch wyjątkowych ekstraktach: zielonej herbacie, która działa regenerująco i rewitalizująco oraz ekstrakcie z żeńszenia, który poprawia ukrwienie skóry i wpływa korzystnie na jej odnowę. Żel jest zaiste ultra delikatny! Bardzo łagodnie, aczkolwiek skutecznie oczyszcza twarz, nie pozostawia skóry przesuszonej czy ściągniętej, łagodzi ją i cudownie pachnie..pomarańczą i miętą. Do tego jest bardzo wydajny, jedna aplikacja pompki wystarcza na umycie całej twarzy. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak delikatny jest ten kosmetyk. Moja wrażliwa twarz naprawdę bardzo się z nim polubiła. Stosuję go do mycia buzi rano i wieczorem, jako drugi krok demakijażu. Bardzo polecam!

Pharmaceris H-Stimulinum odżywka stymulująca wzrost włosów to nowość w mojej pielęgnacji. Z tej serii miałam już dwukrotnie szampon do mycia włosów, stosuję go również obecnie i bardzo go lubię, jednak odżywka pojawiła się u mnie pierwszy raz. Jestem nią zachwycona! Jest to odżywka, którą nakładamy nie tylko na włosy, ale także wmasowujemy ją w skórę głowy. Za zadanie ma pobudzić włosy do odrastania, zagęścić je. Cała seria jest serią specjalistyczną, przeznaczoną do włosów wypadających na skutek stresu, chorób hormonalnych, przy wypadaniu włosów po ciąży czy też w przypadku łysienia androgenowego. Po pierwsze działa rewelacyjnie, po umyciu i wysuszeniu włosów, moja czupryna jest wyraźnie zagęszczona, włosy są puszyste, odbite u nasady i lekkie. Dłużej też zachowują świeżość, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo bałam się, że po wmasowaniu odżywki w skórę główy obciąży je. Nic takiego nie miało miejsca. Stosuję ją po każdym myciu, o całej kuracji napiszę za jakiś czas na blogu. Ogromny pozytyw!

Insight Spray Ochronny Protective Hair Spray Insight Antioxidant to kolejna nowość w mojej pielęgnacji włosów. Gdy marka Insight zgłosiła się do mnie i zaproponowała przetestowanie ich nowej linii antyoksydacyjnej, ochronnej pielęgnacji przeciwsłonecznej, podeszłam do tego dość sceptycznie. O ile szampon i odżywka z tej serii faktycznie dla moich włosów to za dużo, są zbyt bogate, o tyle ten spray działa fantastycznie. To zestaw kilku olejków, które za zadanie mają zmiękczyć włosy, odżywić je, nawilżyć i ochronić włosy przed szkodliwym promieniowaniem w trakcie kąpieli słonecznych. W składzie same olejki, między innymi olej kokosowy, olej jojoba, olej z orzechów laskowych, olej z oliwek, olej ze słonecznika. W odpowiedniej ilości nie obciąża włosów, wygładza je, sprawia, że są bardzo miękkie, elastyczne, dobrze się układają i pięknie pachną! Polecam, zwłaszcza na tą porę roku.

MAKIJAŻ

Chanel Poudre Universelle Libre to mój hit od lat. Nie wiem, które to już moje opakowanie, ale jest ze mną naprawdę od dawna. I jest najlepszy, no moim zdaniem nie ma lepszego pudru. Fakt, jest sypki, może zrobić trochę bałaganu gdy niechcący się wysypie. Ale efekt na skórze jaki daje, jest wart wszystkiego. Bardzo lekki, praktycznie na skórze go nie czuć. Czy nałożony solo, czy na podkład. pięknie wygładza skórę, daje efekt świeżości, przedłuża makijaż, jest bardzo trwały, żaden puder w kamieniu, nawet tej samej marki, nie da Wam tak długiego matu na skórze. Ale właśnie, nie jest to mat "płaski", podkreślający wszelkie nierówności, czy suchą skórę. co to, to nie. Ten dosłownie na cerze jest niewidczny, transparentny. No po prostu Must Have. Posiadam w kolorze 30 Naturel, transparentną wersję. 

Clinique Airbruh Concealer to kolejny sprawdzony kosmetyk, który kilka lat temu stosowałam namiętnie, by później przez pewien czas testować nowości i inne hity rynkowe. Wróciłam do niego teraz i właściwie sama nie wiem, jak Clinique to robi, ale to bezwzględnie najlepiej rozświetlający korektor w pisaku na rynku. Nałożony pod oczy, w okolicy grzbietu nosa i czoła, lub w łuku kupidyna sprawia, że twarz w jednej chwili wygląda na wypoczętą, rozświetloną, świeżą. Nie przesusza skóry, nie wchodzi w jej załamania, jest bardzo trwały i cudownie wydajny. Kiedyś wydawało mi się, że korektory w pisaku praktycznie niczym się nie różnią od siebie, że w każdej marce jest mniej więcej to samo. Ale nie. W Clinique jest coś innego, coś co faktycznie działa. Z ciekawostek loży prasowej napiszę Wam, że jest to ulubiony korektor w tej postaci słynnej makijażystki Lisy Eldridge. Jeśli moje zdanie nie do końca Was przekonuje, na pewno jej to zrobi:)

I to wszyscy moi ulubieńcy lipca. Czy któryś kosmetyk szczególnie Was zainteresował? A może wśród nich macie też swoich ulubieńców? 

27 lipca 2017

OPI Gel Break- zestaw, który uratował moje paznokcie!










Gdy marka OPI odezwała się do mnie z propozycją wysłania do mnie tego zestawu, byłam już zdesperowana. Moje paznokcie łamały się, rozdwajały, kruszyły. W ułamku sekundy wiedziałam, że choć zestaw dedykowany był paznokciom zniszczonym po hybrydzie, a ja hybrydy nigdy na swoich nie miałam, zgodzę się i przetestuję go, w końcu próbowałam już prawie wszystkiego i nic nie pomagało, paznokcie były dosłownie w stanie opłakanym! Tak więc przesyłka do mnie dotarła i nie czekając długo, przystąpiłam do działania. To było dokładnie ponad pół roku temu, mówię Wam, od tamtej chwili praktycznie nie rozstaję się z tym systemem, a moje paznokcie nigdy nie miały się tak dobrze!

Co to jest Gel Break? To zestaw składający się z trzech lakierów oznaczonych cyferkami od 1 do 3. Numer 1. Gel Break Serum - to baza ze specjalnymi pigmentami niwelującymi przebarwienia. Lakier jest perłowy, zatopione są w nim drobinki, jednak po nałożeniu na paznokieć daje efekt matowego wykończenia. Nakładamy go jedną warstwą na całe paznokcie, ja stosuję go z pozostałą dwójką z zestawu, bądź solo, pod lakiery kolorowe czy to OPI, czy innej firmy. 
Po nałożeniu jednej warstwy serum, przystępujemy do nałożenia dwóch warstw numeru 2, czyli Gel Break Color.  Jest to delikatny kolor, który występuje w trzech odcieniach i dopasowuje się do karnacji. Ja posiadam ten oznaczony symbolem NT R03 Properly Pink. Jest to bardzo delikatny róż, prawie niewidoczny na paznokciach, jednak dający tak wspaniały efekt czystych, zadbanych paznoki, o naturalnym kolorze, że już po pierwszej aplikacji nasze dłonie wyglądają na bardzo zadbane. 
Na koniec nakładamy jedną warstwę buteleczki oznaczonej numerem 3, czyli Gel Break Protector. To top coat, który daje idealne, żelowe wykończenie, wspaniały połysk i sprawia, że każdy lakier, czy to ten z systemu, czy kolorowy dowolnej firmy, schnie w ekspresowym tempie, długo utrzymuje się na paznokciach i pięknie błyszczy. 
Cały ten trójfazowy system zawiera unikatową kombinację witamin i minerałów, za zadanie ma w krótkim czasie przywrócić zdrowy wygląd paznokciom, wzmonić je i naprawić. Głównie paznokciom po hybrydzie, ale tak jak wspominałam, moje hybrydy nigdy nie uświadczyły, a po prostu od częstego malowania lakierami, stresu, czy braków w diecie zaczęły być łamliwe. 
Po nałożeniu tych trzech kroków paznokcie wydają się optycznie grubsze, twardsze, błyszczące, jakby zdrowsze. I faktycznie tak się dzieje! Po miesiącu stosowania tylko Gel Break paznokcie przestały się łamać, rosły w ekspresowym tempie, zapomniałam o kruszeniu się, czy rozdwajaniu. Od tamtej pory nawet częściej i chętniej wybieram ten zestaw niż lakiery kolorowe! Sam kolor Properly Pink jest też świetną bazą pod inne kolory, czy wzorki, które czasami serwuję swoim paznokciom. Jestem oczarowana tym systemem, nigdy nie miałam tak dobrej odżywki. 
Wspomnieć należy też o tym, że pojemności wszystkich trzech buteleczek są dość spore, lakiery są bardzo wydajne. Lakiery z poszczególnymi numerkami można kupić także osobno, nie trzeba decydować się na cały zestaw, jednak uwierzcie mi na słowo ( i moim paznokciom też), że warto zainwestować w te trzy kroki, a Wasze paznokcie wrócą do normy!

Jestem ciekawa czy ktoś z Was zna już Gel Break? A może macie ochotę go wypróbować?

8 czerwca 2017

Ulubione kosmetyki Maja































Korzystam z lata ile się da. Uwielbiam te poranki, gdy drzwi na taras są szeroko otwarte, zaparzam kawę i wypijam ją w ogrodzie. Uwielbiam nawet to, że o 5 rano ptaki budzą mnie swoim śpiewem zza okna. Wybaczam gwałtowne burze, czy wiatr.. Lato, wybaczam wszystko, po prostu trwaj! 

Kosmetyki maja przed Wami dzisiaj. Jak zawsze wybrałam tylko te, które najlepiej się u mnie sprawdzają. Ja je kupuję, a Wy?

Resibo Odżywczy Balsam do Ciała to nowość na mojej półce, firma nasza polska, produkuje kosmetyki w pełni naturalne, stawia na odpowiednie składy i jakość. Ceny mają dość przystępne w porównianiu z innymi tego typu produktami na naszym rynku, warto się z nimi poznać. Balsam przeznaczony jest do skóry suchej, za zadanie ma ją zregenerować, wygładzić, uelastycznić. W składzie między innymi wyciąg z miodunki plamistej, olej monoi, olej kukui, masło shea, olej migdałowy, olej abisyński oraz D-panthenol. Balsam mimo to, że bardzo ładnie nawilża skórę, ma dość lekką konsystecję, nie pozostawia na skórze mocno tłustej warstwy, szybko się wchłania. Przyjemnie wygładza skórę i bardzo ładnie pachnie, zapach jest kwiatowo miodowy, wyczuwam w nim także nutkę kokosa. Nie przebił mojego ulubionego balsamu z Kiehls, natomiast jest naprawdę godny polecenia, a ze względu na zapach idealny na wakacje. 

Resibo Kojący Balsam do Ust  Perfector 3w1 to kolejny nowy dla mnie kosmetyk również z firmy Resibo. Tu ogromny plus, osobiście bardzo się z nim polubiłam i polecam ten kosmetyk każdemu! Producent opisuje ten balsam jako 3w1, obiecując, że balsam nawilży nasze usta, wypełni je sprawiając, że będą większe oraz uwydatni ich czerwień, podbijając naturalny kolor ust. Co do dwóch ostatnich średnio się zgodzę, natomiast jego działanie nawilżające jest tak dobre, że przymykam na to oko;) Lekki, nie klei się na ustach, zupełnie bezbarwny, dość długo utrzymuje się na ustach, co sprawia, że są one dłużej chronione. Super skład, wygodna tubka i bardzo fajny zapach mango. Polubiliśmy się, myślę, że zostanie ogromnym ulubieńcem na dłużej. Do kupienia na stronie producenta, podobnie jak balsam opisany wyżej. 

Kiehl's Midnight Recovery Concentrate wrócił do łask po dłuższej przerwie. Stosowałam go dwa lata temu, jego recenzję możecie przeczytać TU. Jakże się cieszę, że do niego wróciłam! Skład w 99% to sama natura, zapach lawendy, który genialnie relaksuje po całym dniu, a do tego działanie, które jest widoczne gołym okiem, bez dwóch zdań. Olejek nakładam na noc, na oczyszczoną skórę twarzy. Wystarczą naprawdę trzy kropelki! Więcej groziłoby zapchaniem cery. Rewelacyjnie nawilża moją suchą skórę, ale nie obciąża jej, wchłania się natychmiast, wygładza twarz, sprawia, że ma zdrowy koloryt, a wszelkie krostki, które ewentualnie mam na twarzy po nocy zmniejszają się, są wyciszone. Zapobiega również powstawaniu nowych niedoskonałości. To serum jest naprawdę fantastyczne, polecam do każdego typu cery. 

Naturativ Otulający Żel pod Prysznic nie raz, nie dwa gościł już w mojej łazience, za każdym razem byłam z niego zadowolona. Nie inaczej jest teraz. Na codzień wolę mydła w kostce, ale dla tych naturalnych, polskich mydeł w płynie jestem w stanie robić wyjątek. Nie przesusza skóry, dobrze ją oczyszcza, jest bardzo łagodny i obłędnie pachnie mieszanką wanilii, karmelu i cytryny. Właściwie każdy żel z tej firmy jest godny polecenia, ale ten zapach jest moim faworytem. Kupicie na stronie Naturativ.

Phenome Gentle Foaming Cleanser z serii dla mężczyzn to w naszym domu drugie już opakowanie genialnej, oczyszczającej pianki do twarzy dla mężczyzn, naszej polskiej marki Phenome. Przeznaczona dla panów, ale używam jej także i jakże genialny to kosmetyk! Delikatnie myje skórę twarzy, nie przesusza jej, nie ściąga, nie podrażnia. Zapach jest bardzo subtelny, nie jest to zapach rodem z serii Old Spice więc drogie panie, spokojnie :) Natomiast większej różnicy między tą pianką, a tą z serii dla kobiet tej samej firmy nie widzę, więc jeżeli jeszcze nie mieliście okazji testować pianek myjących do twarzy od Phenome, to gorąco Wam je polecam. Plus za wydajność! 

Gehwol Lawendowa Kąpiel do Stóp to mój Must Have. O stopy staram się dbać tak samo przez okrągły rok, natomiast latem, z wiadomych powodów, podwajam te działania. Uwierzcie mi na słowo, pielęgnacja stóp zaczyna się od ich kąpieli. Sól ziołowa o zapachu lawendy firmy Gehwol nie ma sobie równych! Już po 10 minutach moczenia nóg w tej soli, skóra jest zmiękczona, wygładzona, odświeżona, odczujecie także ulgę, jeżeli cierpicie na puchnące nogi, zwłaszcza w upały. Jeżeli jest taka konieczność, użyjcie po tej kąpieli jeszcze tarki do pedicure, zapewniam, usunięcie zrogowaconej i twardej skóry zajmie Wam minutę. Uwielbiam, polecam, na rynku lepszej nie znalazłam. W mojej łazience jest zawsze. Do kupienia w aptekach.

I to wszyscy moi ulubieńcy miesiąca:) Jeżeli macie ochotę poznać któryś z dzisiejszych kosmetyków bliżej, dajcie znać w komentarzach bądź wiadomościach, przygotuję wtedy osobny wpis z szerszą receznją. Tymczasem uciekam cieszyć się latem dalej, Wam życzę tego samego! 




5 czerwca 2017

Migawki Maja



1. Radość. 2. Nóżka. 3. Pstryk. 4. Bańki.
5. New babes-Anniel. 6. OOTD. 7. LOVE. 8. Dama.
9. Letnie wieczory pod kocykiem. 10. Mamamood. 11. SUN. 12. Budzić?
13. Ombregirl. 14. Reader. 15. Onthebed. 16. Bookslover.
17. Coffee. 18. Truskawkowy sezon. 19. Morning. 20. Szparagovelove.
21. Kaszotto z botwinką sezonowo spoko. 22.Pavlova. 23. Morninglight. 24. Książka do zabawy.
25. Newin by Resibo. 26. Ulubione. 27. Portrecik rodzinny by one and only Daria Solak. 28. Las
29. Zawsze. 30. Stek. 31. Na smutki domowy budyń najlepszy. 32. Kaszotto I like You.

16 maja 2017

Ulubione kosmetyki kwietnia





























Dziś ulubieńcy kwietnia przed Wami. Kilka nowości, ale i kilka ulubieńców z poprzednich już lat, także miszmasz, ale jakże udany. Zaczynajmy!:)

PIELĘGNACJA

Naturativ szampon z serii Pielęgnacja i Blask, przeznaczozny do włosów cienkich, wypadających, przetłuszczających się, oraz do wrażliwej skóry głowy. Idealny rysopis moich włosów i idealna pielęgnacja dla nich. O tym szamponie już kiedyś na blogu pisałam, poświęcony był mu osobny post. Wróciłam do niego po dwóch latach przerwy i mam wrażenie, że moje włosy znowu odżyły! Są sypkie, gęste, nabrały zdrowego blasku, dobrze się układają. W składzie szmaponu sama natura, żadnych drażniących substancji myjących, szampon jest produkowany w Polsce. Konsystencja jest żelowa, lekka, szampon naprawdę genialnie się pieni i fantastycznie oszczysza włosy. Jeżeli jeszcze nie znacie marki Naturativ, nadróbcie, cały asortyment jest naprawdę genialny.

Bioderma Atoderm olejek pod prysznic to nowość w mojej pielęgnacji, ale jakże udana. Olejek przeznaczony jest do mycia ciała dla osób o skórze atopowej, ale także dla osób z bardzo wrażliwą skórą, suchą, a także dla dzieci i to od pierwszego dnia życia. Bardzo łagodny, gęsty, o subtelnym i nienachalnym zapachu, bardzo delikatnie oczyszcza skórę, powoduje, że moja skóra, z natury bardzo sucha, nie wymaga stosowania balsamu natychmiast po wyjściu spod prysznica! Jest to nie lada wyczyn, gdyż często mydła, nawet te o naturalnym składzie, przesuszają moją skórę, powodują uczucie ściągnięcia, tu takiego efektu nie ma. Myję nim siebie, myję nim moją córkę i polecam każdemu. Do kupienia w aptekach, dostępny w dwóch pojemnościach, większa to 500 ml. 

Purite Preparat Zakwaszający Włosy to kolejna całkowita nowość u mnie. Nazwa brzmi dziwnie, ale to nic innego jak ocet do włosów:) Tak też pachnie, ale jak tylko włosy wyschną, zapach znika całkowicie, więc nie obawiajcie się, jeśli bezpośrednio po aplikacji na mokre włosy poczujecie znany, octowy zapach. Preparat jest na bazie octu jabłkowego, ale w składzie znajdziemy także ziele pokrzywy, szałwii, podbiału, a także kwiat rumianku, nagietka, lawendy i olejek eteryczny rozmarynowy, lawendowy i z rumianku rzymskiego. Nic więcej, więc skład najbardziej naturalny z możliwych. No ale po co nam ten preparat i czy jest dla każdego typu włosów? Otóż preparat za zadanie ma usunąć ewentualne resztki szamponu/odżywki po myciu włosów, wzmocnić je, zapobiegać wypadaniu, przetłuszczaniu się włosów, ukoić wrażliwą skórę głowyi utrzymać jej odpowiednie pH. Po spryskaniu preparatem mokrych włosów, wcieram go w skórę głowy i po prostu susze włosy. Tak jak wspomniałam, octowy zapach zaraz po wyschnięciu włosów znika, włosy są błyszczące, lekkie i puszyste. Polecam każdemu! Szklana butelka zawiera 200 ml produktu, a sam produkt jest bardzo wydajny. Do kupienia w sklepie online marki. To kolejna, polska, naturalna marka!

Phenome Regeneration Hair Mask, to produkt, który podobnie jak szampon Naturativ, pojawił się już w mojej pielęgnacji włosów, a także na blogu. Mało tego, ten duet sprawia, że moje włosy są jak po wyjściu od fryzjera! Maska w odświeżonej formie i opakowaniu, w wygodnym słoiku, nie straciła na swoim działaniu nic, a nic. Genialna, kremowa, bardzo gęsta i treściwa, wystarczy odrobina nałożona na włosy, aby sprawić, że są one miękkie, lśniące, sypkie, elastyczne, w żaden sposób nie są obciążone (tu rozwaga w ilości nakładanego produktu). Skład idealny, jak w przypadku Phenome. Do tego subtelny zapach i sukces murowany. 

Clarisonic Mia 2 szczoteczka soniczna do oczyszczania twarzy. Po jej zakupie i pierwszym używaniu był efekt WOW, później jakoś przestałam jej używać i leżała zapomniana w szafce. Do poprzedniego miesiąca, kiedy to stwierdziłam, że wrócę do niej i zacznę znowu systematycznie używać. To była dobra decyzja, bo skóra nabrała znowu zdrowego wyglądu, niespodzianki i zaskórniki nie pojawiają się tak często, skóra jest wygładzona i naprawdę super oczyszczona. Stosuję ją z końcówką Sensitive, dla mnie ponowne odkrycie i ponowny zachwyt.

MAKIJAŻ

Essie Jazzy Jubilant to także kosmetyk, który jest ze mną już kilka dobrych lat. Natomiast z jego konsystencją nic się nie stało, a on w pudełku cierpliwie czekał na swój Come Back. Ostatnio gustuję w bardzo delikatnym manicure, a JJ idealnie wpisuje się w te kanony. To kolorowe drobinki brokatu, zanużone w bezbarwnym lakierze. Nie jest to jednak drobny brokat, a migoczące, mieniące się niczym mini confetti drobinki. Dla mnie czad, na paznokciach wygląda po prostu super, na zbliżające się lato to ekspresowy, idelany manicure na zawołanie!

I to wszystkie kosmetyki, które bardzo sprawdziły się u mnie w poprzednim miesiącu. Znacie któryś z wymienionych produktów? 

3 maja 2017

Nowości ostatnich tygodni



























Zanim przejdę do ulubieńców kwietnia, chciałam pokazać Wam kilka nowości, które pojawiły się u mnie w ubiegłym miesiącu. Nie jest tego dużo, ale staram się teraz podchodzić do kosmetyków bardzo selektywnie i wybieram tylko to, co jest mi faktycznie potrzebne i to, co przykuło moją uwagę. Umówmy się, nikt nie przetestuje na sobie góry kosmetyków i nie sprawdzi ich działania, nakładając na siebie kilku produktów w tym samym czasie. Świadomość i realia zatem to podstawa:) W tej garstce nowych kosmetyków, jest kilka znanych mi już hitów, do których wróciłam po przerwie, oraz całkowite dla mnie nowości. To co, zapraszam do lektury:)

Origins A Perfect World Antioxidant cleanser with White Tea to nowość w szeregach Origins. Seria antyoksydacyjna, z wyciągiem z białej herbaty, która walczyć ma z wolnymi rodnikami. To żel oczyszczający do twarzy z przeznaczeniem do skóry suchej i mieszanej. Niestety, póki co jestem z niego niezadowolona. Mimo to, iż jest bardzo wydajny, nie podrażnia mojej skóry, bardzo przyjemnie pachnie, to nie odpowiada mi jego konsystencja krem żelu, którą dość ciężko się spłukuje, no i co najważniejsze, zostawia moją suchą skórę ściągniętą, nie przyjemnie napiętą po umyciu. Nie wiem ile się jeszcze z nim przemęczę, póki co jestem na nie. 

Bioderma Atoderm olejek do mycia ciała dla całej rodziny, z przeznaczeniem także dla dzieci od pierwszego dnia życia. O tym olejku słyszałam już sporo dobrych opinii, u mnie sprawdził się równie dobrze. Więcej napiszę o nim w ulubieńcach miesiąca, powiem tylko, że stosuję go pod prysznicem codziennie, myję nim też Zoję i naprawdę bardzo go polubiłam.

Purite Preparat Zakwaszający Włosy na bazie octu jabłkowego i mieszanki ziół, to kolejna całkowita dla mnie nowość. Kosmetyk naszej polskiej marki, tworzącej tylko naturalne kosmetyki, przeznaczony jest do każdego rodzaju włosów, ale polecany szczególnie do tych wypadających i przetłuszczających się, oraz dla osób borykających się z bardzo wrażliwą skórą głowy. Kolejny ulubieniec miesiąca, więc o nim w kolejnym poście, ale szykuje się polski hit!

Purite świeca czekoladowa to niestety kolejny zawód. Owszem, świeca jest sojowa, naturalna, przepięknie pachnie prawdziwą czekoladą...ale tylko po odkręceniu wieczka szklanego słoiczka. Po zapaleniu niestety zapachu nie odnotowałam.

Bioderma Sensibio woda micelarna to bardzo dobrze znany mi kosmetyk, myślę, że dla wielu z Was również. Bardzo dobry micel przeznaczony szczególnie do skóry wrażliwej, usuwa makijaż oczu, ust i twarzy, nie przesusza skóra, skuteczny. Jedynym minusem jest tu cena. Mi udało się go kupić w bardzo okazyjnej cenie, ale po skończeniu butelki wrócę zapewne do wody micelarnej Garnier, która jest rónie skuteczna, równie dobra, ale w zdecydowanie niższej cenie.

Naturativ szampon Blask i Wzmocnienie to kolejny juz bardzo znany mi kosmetyk. No właśnie, kiedyś nie wyobrażałam sobie mycia włosów bez niego, później zachciało się przetestować kilka innych szamponów. Wróciłam do niego po ponad dwuletniej przerwie. Więcej w ulubieńcach kwietnia:)

Phenome regenerująca Maska do Włosów w nowej odsłonie, w nowym opakowaniu. Kolejny ogromny ulubieniec, z którym już dawno się nie widzieliśmy. Ta maska to obłęd, pod każdym względem. W kolejnym poście napiszę o niej więcej, zajrzyjcie koniecznie!

Bumble and Bumble Invisible Oil Primer pojawił się już na blogu, w poświęconej tylko jemu pełnej recenzji, którą możecie przeczytać TU. Ponownie, jak w przypadku szamponu Naturativ, postawiłam przez jakiś czas na inne produkty ochronne do włosów, ale po bardzo nieudanej przygodzie z primerem  Davines, wróciłam do BB, a moje włosy wróciły w końcu do siebie!

Babydream olejek do ciała dla mam stosowałam jeszcze długo przed ciążą, bo rewelacyjnie nawilżał skórę po kąpieli, stosowałam go również w ciąży, aby nawilżał i uelastyczniał zmieniające się w ciąży ciało, wróciłam do niego teraz, aby po raz kolejny się przekonać, że dla suchej skóry jest po prostu bezkonkurencyjny. Świetnie nawilża skórę, pięknie pachnie, jest delikatny. Dodatkowo jego cena jest bardzo przystępna, a skład fantastyczny. Hit hit hit!

Helena Rubinstein Lash Queen to tusz do rzęs, bez którego kiedyś nie wyobrażałam sobie makijażu. Po kilku latach przerwy i poszukiwań maskary idealnej, wróciłam do niej. Po raz kolejny okazało się, że naprawdę jest niezawodna. Świetna do każdego rodzaju rzęs!

Clinique Airbrush Concealer to nowość w mojej kosmetyczce. Rozświetlający, lekko kryjący korektor w pisaku, który jest ulubieńcem samej Lisy Eldridge (polecała go na swoim kanale YT wielokrotnie). Faktycznie, korektor jest bardzo dobry, nie przesusza delikatnej skóy zwłaszcza pod oczami, delikatnie rozświetla skórę, sprawia, że jest świeża. Więcej na pewno w kolejnym poście, bo bardzo go polubiłam. 

I to już wszystkie nowości, które pojawiły się u mnie w ostatnich tygodniach. Mam nadzieję, że wstąpicie na bloga na dniach, bo czekać będą na Was ulubieńcy kwietnia i na pewno pojawi się tu kilka kosmetyków dziś wspomnianych w pełnym opisie:) Przyjemnego końca Majówki! 













2 maja 2017

Migawki kwietnia

 1. Buła.  2. Baba. 3. Sonrisa. 4. LOVE.
 4. C by Cosima. 5. Zjem.  6. Easter Bunny. 7. Korony nie zdejmuje.




































9. Pasta. 10. Słodkie. 11. Czekoladowe. 12. Coffee.
13. Prawie wiosna. 14. Make-up essentials. 15. Słodki słony. 16. Urodziny.




































17. Coś dla mamy coś dla córki-Mrugała. 18. Założyłam wiosnę. 19. Zawsze obok. 20. Books.

2 kwietnia 2017

Migawki marca

 1. Wiosna w domu. 2. Tak, to ona. 3. Nowe od Alba1913. 4. Coffee o'clock.
 5. Carbonara z tunczykiem-uzaleznienie. 6. Domowa smakuje zawsze najlepiej. 7. Jabecznik po wlosku. 8. No uwielbiam.
9. Books lover. 10. #molksiazkowy 11. Zabawa. 12. I spanie.
13. 14. 15. Wiosna w outfitach

30 marca 2017

Regenerujący krem dyniowy Fridge 4.4 Face The Green































Ostatnie miesiące były bardzo trudne dla mojej cery. Pociążowe zmiany hormonalne sprawiały, że typ mojej cery zmieniał się praktycznie z tygodnia na tydzień, co uniemożliwiało mi dobranie sobie odpowiedniej pielęgnacji, a ta, która wydawała się być idealnie dopasowana przed ciążą, zupełnie przestała się sprawdzać. Po wszystkich tych przygodach z różnymi kremami, zdaje się, że trafiłam w tej chwili w dziesiątkę, a i moja skóra zdecydowanie uspokoiła się i wróciła do siebie. Z kremu, o kórym dziś będzie mowa jestem tak zadowolona, że zasłużył zdecydowanie na to, aby pojawić się na blogu w tym osobnym wpisie. 

4.4 Face the Green naszej polskiej marki Fridge by yDe to świeży krem regenerujący, nazywany też dyniowym, przeznaczony do skór normalnych, suchych. Świeży dlatego, iż zawiera tylko specjalnie wyselekcjonowane, naturalne i organiczne składniki roślinne, nie zawiera za to żadnych konserwantów czy alkoholu, dlatego przechowujemy go w lodówce, a zużyć musimy go w ciągu 2,5 miesiąca od daty produkcji. O marce Fridge na blogu wspominałam już nie raz, dla osób, które jeszcze jej nie poznały, zapraszam na stronę producenta, tam dowiecie się o całej filozofii świeżości marki. Krem zapakowany jest w szklany słoiczek o pojemności 30 gramów. Myślę, że jak na termin, w którym musimy go zużyć, jest to odpowiednia ilość, tym bardziej, że krem jest bardzo wydajny. Po odkręceniu słoiczka ukazuje się naszym oczom pistacjowy mus. Kolor krem zawdzięcza zimnotłoczonemu olejowi z pestek dyni, który bardzo bogaty w wielonasycone kwasy tłuszczowe dba o to, aby uszczelniać naturalną barierę naskórkową. Wspaniała, piankowa konsystencja kremu, wydaje się być idealnie lekka, cudownie rozprowadza się na twarzy, nie roluje się, wchłania się bardzo szybko, pozostawiając na twarzy wspaniały komfort ukojenia i nawilżenia. Dzięki tej nietypowej konsystencji, krem nie obciąża skóry, idealnie współgra z każdym makijażem, nie wzmaga przetłuszczania cery, ale za to idealnie ją nawilża przez cały dzień, ba, nawilża skórę tak dobrze, że nawet na koniec dnia, po demakijażu moja sucha obecnie skóra nie odczuwa ściągnięcia czy dyskomfortu. Olej z pestek dyni jest bogaty w fitosterole, które odtwarzają ochronną barierę hydrolipidową, a spora obecność skwalenu w kremie stymuluje przenikanie substancji lipidowych przez naskórek i zapewnia regenerację. Za działanie kojące kremu odpowiada z kolei ekstrakt glicerynowy z lnu. Uwierzcie, że to ukojenie czuć natychmiast po posmarowaniu tym kremem twarzy, dosłownie otula się i wycisza, sprawia, że cera jest gładka, nabiera zdrowego kolorytu, jest miękka, elastyczna i odżywiona. Jeżeli chodzi o zapach kremu, jest bardzo delikatny i subtelny, nie podrażni wrażliwych nosów, spełni na pewno wymagania tych wymagających. Ja określiłabym ten zapach jako zielony, po prostu, pachnie świeżością:)

Krem kupić możemy w sklepie online marki. kosztuje 187zł za wspomniane 30 gramów. Jest to wysoka kwota, ale jeżeli Wasza cera jest kapryśna, potrzebuje czegoś co naprawdę ją naprawi, zregeneruje, naprawi, a do tego nie zapcha jej i nie podrażni agresywnym składem, to polecam, skorzystajcie z dobrodziejstwa 4.4, nie zawiedziecie się. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...