17 lipca 2019

Ulubieńcy kosmetyczni ostatnich tygodni




Postanowiłam dziś odkurzyć bloga, a wszystko to dzięki mojej koleżance z blogosfery, Iwonie, która przypomniała mi początki mojego blogowania i dlaczego to miejsce powstało. I mimo to, iż ostatnio faktycznie blog został przeze mnie zaniedbany, bo jednak praca, codzienne życie i obowiązki wzięły górę, to często powraca do mnie chęć, aby jednak przygotować dla Was i dla siebie nowy wpis, bo sama wracam często do moich ulubionych blogów, którym ufam, które lubię i sprawdzam co w trawie piszczy. Wiem, że kilka osób czeka na moje wpisy, więc chętnie wracam i myślę o tym, aby blog poszerzyć o kilka innych tematów, nie tylko kosmetycznych, bo w tym temacie w ostatnim czasie panuje u mnie zdecydowanie minimalizm. Nie kumuluję kosmetyków, nie stosuję czterech balsamów do ciała w tym samym czasie, pod moim prysznicem nie stoi stos scrubów, tylko jeden. Ale staram się, aby kosmetyki, które stosuję w tym momencie, były przemyślane, dobrane do mojej cery i głównie z dobrym, naturalnym składem. O ile się oczywiście da. To co, poczytacie? 

Zacznę od włosów, bo odkąd skróciłam dość mocno włosy, jeszcze bardziej przykładam wagę do tego, co na nich ląduje i w jakiej kondycji są. Moje włosy są z natury dość delikatne, cienkie, szybko się przetłuszczają i zdecydowanie brakuje im objętości, więc wybierając kolejny szampon kieruję się głównie opisem VOLUME. Tak było i tym razem, kiedy zdecydowałam się pierwszy raz przetestować szwedzką markę naturalnych, wegańskich kosmetyków do włosów REF. Od razu zdradzę, że jest to jeden z najlepszych szamponów jakich w życiu używałam, a od swojego zapachu mnie uzależnił, ale może po kolei. Zacznijmy od tego, że wszystkie szampony marki REF są wolne od siarczanów i silnych substancji oczyszczających. W szamponie znajdziemy m.in. wzmacniające białko quinoa, odpowiedzialne za wzmocnienie i regenerację włosów, organiczny cytrusowy olej paradisi, który wydobywany jest z pestek grejfruta i odpowiada za oczyszczenie, działa przeciwstarzeniowo i przeciw zapalnie, a także wspomaga rozczesywanie włosów, oraz olej z bergamotki, który wycisza skórę głowy, łagodzi podrażnienia i poprawia mikrocyrkulację. Szampon ma żelową , lekką konsystencję bez żadnego koloru, malutka ilość wystarcza, aby dobrze się spienił i genialnie oczyścił włosy, które po jego zastosowaniu faktycznie bardzo dobrze się rozczesują (nie używam odżywki), są lekkie, puszyste, podatne na układanie i naprawdę długo pozostają świeże. No i wspomniany zapach, który jest nie do opisania, ale uwierzcie mi na słowo, że pachnie bajkowo i mało tego, utrzymuje się na włosach ekstremalnie długo. Chyba jeszcze nigdy nie miałam szamponu, którego zapach tak długo czuć na włosach. Zdecydowanie mam ochotę na przetestowanie więcej kosmetyków tej firmy, bo wybór jest spory, a jeśli i Wy szukacie nowego, naturalnego szamponu do włosów, ogromnie Wam tą markę polecam. 
Zostając przy temacie ciała, to zwłaszcza latem staram się nawilżać całe ciało dwa razy dziennie, bo słońce, częste prysznice, czy kąpiele w morzu dodatkowo wysuszają moją już z natury suchą skórę. Na co dzień stosuję głównie lekkie balsamy, które mimo nawilżenia dobrze się wchłaniają, ale kilka razy w tygodniu, wieczorem, nakładam na ciało coś bardziej odżywczego i natłuszczającego. W tym momencie jest to masło polskiej marki produkującej naturalne i organiczne kosmetyki MOKOSH, z serii Icon. Odżywcze i regenerujące masło z tymiankiem i wanilią to bardzo bogata konsystencja bazująca na maśle shea, wzbogaconym olejem z zielonej kawy, macadamia jojoba. Dodatkowo w składzie jest bardzo dużo aktywnych, botanicznych ekstraktów co sprawia, że bardzo silnie nawilża ciało, wygładza je i ujędrnia. Jest bardzo wydajne, odrobina wystarczy na sporą partię ciała, bardzo fajnie się rozprowadza i mimo iż jest bogate i zostawia ochronną warstwę na ciele, to nie maże się i nie brudzi ciuchów. Pachnie dość orientalnie, ciekawie, ale nie jest to zapach przytłaczający, choć dla osób o bardzo wrażliwych nosach polecam najpierw poprosić o próbkę produktu. Ja jestem bardzo na tak.
Moja cera po ciąży pozostawia nadal wiele do życzenia i nie jest już tak nieskazitelna jak była przed nią, ale staram się o nią dbać i w tej chwili nie jest najgorzej. Prócz kremu staram się stosować też serum czy esencje i w ostatnim czasie jest to energetyzująca i odmładzająca esencja od polskiej marki Resibo. Jest to antyoksydacyjna esencja, która polecana jest do każdego rodzaju cery i działać ma na skórę regenerująco, przeciwstarzeniowo, rozświetlająco i nawilżająco. I w każdej z tej roli spisuje się naprawdę dobrze, choć przy mojej skórze suchej zdecydowanie wymaga nałożenia na nią kremu, o którym za chwilę. Konsystencja tego produktu jest bardzo lekka, żelowa, jest bardzo wydajna i szybko wchłania się co pozwala praktycznie natychmiast nałożyć na nią krem. Lubię ją, wygładza cerę, wspomaga nawilżenie, nie zapycha i nie powoduje u mnie żadnych reakcji alergicznych czy powstawania wyprysków. Bardzo fajnie pachnie, dla mnie to ogromna zaleta!
Zaraz po nałożeniu na twarz esencji Resibo, przechodzę do nakładania kremu na dzień i w ostatnich tygodniach jest to krem na dzień z linii Face firmy Pat&Rub. I o ile zupełnie nie rozumiem opakowania tego kremu (dlaczego marka nie pakuje w szkło?) o tyle krem jest świetny. Poleciła mi go moja kuzynka, po zakupie przekonałam się skąd tyle jej zachwytów nad nim. Krem przeznaczony jest do każdego rodzaju cery i faktycznie, moja kuzynka ma cerę mieszaną, a ja suchą i u obu z nas krem sprawdza się super, choć moim zdaniem konsystencji jakiejś specjalnie lekkiej nie ma. Szybko się wchłania, bardzo dobrze nawilża cerę przez cały dzień, sprawia, że jest wygładzona i zregenerowana. Bardzo dobrze współgra z makijażem. Kolejny fajny kosmetyk godny wypróbowania, a do firmy apel o lepsze jakościowo opakowania, które będą też przyjazne dla środowiska. 
W ostatnim czasie odkryłam też genialny sztyft pielęgnujący do ust, który stosować mogą nawet dzieci i kobiety w ciąży! Mowa tu o pomadce ochronnej firmy ALMA. Bogata w same naturalne, oragniczne składniki, głównie oleje, bardzo silnie regeneruje skórę warg, nawilża ją, natłuszcza i koi. Pachnie bardzo ładnie, delikatnie, trochę ziołowo. Jest bardzo wydajna! Nadaje się nawet dla kobiet w ciąży, bo jej skład jest sprawdzony i bezpieczny. Dodatkowo przystępna cena sprawia, że jest silnym kandydatem do pomadki ochronnej numer jeden. 
Na koniec smaczek od rodzimej firmy Fridge, ich naturalny rozświetlacz w kremie. Co to jest za cudo! Obłędnie lekka, kremowa konsystencja, którą smaruje się po dłoniach nawet moja córeczka;) Pachnie różą i tak cudownie wtapia się w cerę, że ma się ochotę na ciągłą jego aplikację. Niech Was to jednak nie zwiedzie, bo produkt jest bardzo wydajny i wystarczy odrobinka, aby uzyskać na skórze naturalny blask, bez zbędnych drobinek czy brokatu. Nakładać można go na twarz i szczyty kości policzkowych, na obojczyki czy wybrane partie ciała. Najlepszy rozświetlacz jaki do tej pory stosowałam, bez dwóch zdań! Szklany słoiczek jest dodatkowym plusem. 

I to wszystkie kosmetyki, które w ostatnim czasie naprawdę dobrze się u mnie sprawdzają i które z czystym sumieniem mogę polecić dalej. 
Jeżeli jeszcze ich nie znacie, szczerze zachęcam do wypróbowania! Mam nadzieję, że do szybkiego napisania:)



22 lutego 2019

Ulubieńcy lutego 2018

Oj, cieszę się, że najpierw styczeń, a teraz luty dobiega końca, jakiś ciężki ten początek roku dla nas, wirusy nas nie oszczędzają. Ale do przodu, dłuższe dni, więcej słońca za oknem i już czuć, że wiosna jest za rogiem i zbliża się naprawdę dużymi krokami. Dziś mam dla Was ulubieńców miesiąca w nowej odsłonie, bo nie tylko pokażę Wam kosmetyki, które świetnie sprawdzały się mi w lutym, ale także inne rzeczy, które umiliły ten krótki miesiąc. Dajcie znać, czy taka forma Wam odpowiada i chcecie częściej poczytać o polecanych rzeczach nie tylko z działu beauty! 







































1. Cztery Szpaki Naturalny Dezodorant w Kremie to całkowita nowość w mojej pielęgnacji. Ten w pełni naturalny dezodorant w kremie polskiej firmy zbierał tyle pozytywnych słów i opinii w internecie, że musiałam go w końcu wypróbować, a że od długiego już czasu szukałam naturalnego, ale co najważniejsze, skutecznego dezodorantu, zdecydowałam się dać mu w końcu szansę. Nie zawiodłam się! Delikatny, mimo glinki w składzie nie uczulił mnie, nie podrażnił skóry, Łatwy w aplikacji, wydajny i jak się okazało, naprawdę skuteczny! Chroni przed przykrym zapachem oraz nadmierną potliwością, nie brudzi ciuchów, zapakowany jest w szklany słoiczek, a cena jest naprawdę przystępna! Jedynym minusem dla mnie jest zapach-wybrałam wersję ziołowo-cytrusową, następnym razem kupię wersję bezzapachową. Nie do końca mnie te tony przekonują. Natomiast sam produkt jest genialny, więc jeżeli szukacie czegoś w pełni naturalnego, ale skutecznego, to warto!

2. O!mega Bronze Coconut w kolorze TanTastic by Marc Jacobs to limitowana wersja kultowego już bronzera Omega. Podobnie jak w klasycznej wersji, bronzer zapakowany jest w minimalistyczne opakowanie (tu w kolorze białym), rozmiar również jak w podstawowej wersji -spory, co sprzyja bardzo wygodnej aplikacji. A więc czym różni się wersja Coconut od klasycznej Tantric? Kolor jest delikatniejszy, będzie pasował nawet najjaśniejszej karnacji, czy pozimowej bladej cerze:) Do tego bronzer delikatnie pachnie kokosem. Bardzo przyzwoity bronzer, nie tworzy smug, odcień jest naprawdę neutralny i tworzy bardzo naturalny efekt zdrowej, muśniętej słońcem cery.

3. Pure by Clochee Nocna Regenerująca Maska/Krem to kolejna nowość, która dołączyła w lutym do mojej pielęgnacji. Pure by Clochee to nowa marka, która na rynek weszła właśnie w lutym i jest dostępna na wyłączność w drogeriach Hebe. Dzięki uprzejmości marki, dostałam w dniu premiery paczkę z kilkoma ich kosmetykami do przetestowania i choć wszystkie sprawdzają się u mnie naprawdę dobrze i pewnie jeszcze pojawią się na blogu, to właśnie Regenerująca Nocna Maska stała się moim ogromnym ulubieńcem. Treściwa, ale nie obciąża skóry, może być stosowana codziennie i tak też ją stosuję. Nakładam wieczorem grubszą warstwą, a rano budzę się z gładką, nawilżoną, zregenerowaną skórą! Maseczka w składzie ma samą naturę, między innymi olejek malinowy oraz masło shea, cudownie pachnie, ma przyjemną, otulającą konsystencję. Nie zapchała mojej cery, nie podrażniła jej. Wręcz przeciwnie! Łagodzi uczucie ściągnięcia skóry, koi ją, sprawia, że cera dłużej pozostaje nawilżona. Ogromny plus dla marki za dobrą dostępność i cenę!

4. Phenome Warming Body Butter to taki kosmetyk-luksus. Luksus konsystencji, która jest bogata w naturalne składniki i wody roślinne, luksus dużego opakowania, które daje uczucie wiecznego otulenia oraz luksus zapachu...ach, co to jest za zapach! Masło z nazwy jest rozgrzewające, ale dla mnie to taki produkt całoroczny, osobiście go uwielbiam, a moja sucha skóra dosłownie go pije. Phenome bez dwóch zdań tworzy jedne z najlepszych kosmetyków na naszym rodzimym rynku, bardzo polecam!

5. Aquarium w Berlinie odwiedziliśmy właśnie w lutym i zwłaszcza pod kątem dzieci, bardzo polecamy, jeżeli macie możliwość, aby to miejsce zobaczyć! Ryby, rekiny, meduzy, koniki morskie, ośmiornice, żółwie i wiele innych żyjących na dnach oceanu zwierząt w jednym miejscu. Kolorowe, ogromne akwaria, w których z bliska można zobaczyć najbardziej wyszukane gatunki. Nam, jako dorosłym podobało się bardzo, ale tak jak wspomniałam, to właśnie Zoja miała największą frajdę z odwiedzin w berlińskim oceanarium. Zaraz obok znajduje się Zoo, ale to odwiedzimy latem.

6. "Jedyna historia" Julian Barnes, to książka, którą przeczytałam w lutym i która nie była pozycją optymistyczną, ale uderzającą i dającą do myślenia i skłaniającą do refleksji na pewno. On, lat 19, ona 48, mężatka z dwójką dzieci. Poznają się w klubie tenisowym i tak rozpoczyna się ich romans, który trwa wiele lat. Wszystko dzieje się w Wielkiej Brytanii w latach sześćdziesiątych. To opowieść nie tylko o miłości, ale o oddaniu, o bezradności, o nałogu i o jedynej historii życia, którą każdy ma do opowiedzenia. Bardzo warta uwagi, zapadająca w pamięć.

I to wszyscy moi ulubieńcy lutego. A co trafiło na Waszą listę ulubionych rzeczy w kończącym się już miesiącu?:)







31 stycznia 2019

Ulubieńcy kosmetyczni: Styczeń 2019





















































Styczeń dopiero się kończy, ale zupełnie nie miałam problemu z tym, aby wybrać kosmetyki do dzisiejszego wpisu. Po prostu genialne, każdy jeden! Cztery nowe i jeden, stary ulubieniec. Chodźcie poczytać!

PHENOME VOLUMIZING SZAMPON I ODŻYWKA

Lekki, żelowy szampon, łagodny nawet dla najwrażliwszej skóry głowy (patrz ja), który mimo braku SLS w składzie idealnie oczyści włosy, sprawiając, że będą lekkie, puszyste i sypkie, do tego nada im objętości i sprawi, że będą świeże na dłużej? To własnie szampon z serii Volumizing naszej polskiej firmy Phenome. Do tego w składzie sama natura! Nowością w tej serii w szeregach marki, jest ich odżywka, która doskonale uzupełnia szampon. Mega lekka, nie obciąży nawet tych najcieńszych włosów, cudownie pachnie, niweluje puszenie i elektryzowanie się włosów, co jak wiemy zimą jest zmorą wielu osób. Do tego naturalne, aktywne składniki takie jak wyciąg z korzenia żeń-szenia, ekstrakt z kłącza irysa, ekstrakty z liści winorośli, owoców noni, wyciąg z owoców goji oraz proteiny z owsa, pszenicy i miodu sprawiają, że włosy są lekkie, miękkie, gładkie i zdrowo wyglądające. 

CHANEL VITALUMIERE AQUA

Witaj stary przyjacielu! Z początkiem sierpnia, kiedy moja skóra była jeszcze "odżywiona" słońcem zdecydowałam, że zrobię sobie przerwę od podkładów. Szło mi świetnie (w tym czasie na specjalne okazje towarzyszył mi sypki, transparentny puder także marki Chanel), do momentu, kiedy skóra z końcem roku znowu przybrała szary, zimowy odcień, a mróz sprawił, że potrzebna była jej jeszcze jedna, ochronna warstwa. Wróciłam więc do starego ulubieńca, który po prostu nigdy nie zawodzi! Idealnie lekki, niewyczuwalny na skórze ani trochę, pięknie stapia się z cerą dając efekt naturalnej, wypoczętej cery. Do tego wcale nie przesusza mojej z natury już suchej cery. No ideał! Posiadam zawsze, niezależnie od pory roku kolor 03.

NUXE MICELARNY OLEJEK DO DEMAKIJAŻU

Ależ to jest genialny produkt! Nie wymaga wycierania muślinową ściereczką (nie lubię!), można zmyć go samą wodą bez obawy, że zostawi na twarzy tłustą powłokę, cudownie, acz ultra delikatnie pachnie różą i geranium, jest bardzo łagodny i nie podrażnia cery, nie przesusza i nie daje uczucia ściągnięcia. Wystarczy ogrzać go w dłoniach, nałożyć i rozmasować na suchej twarzy i oczach(!) a następnie spłukać ciepłą wodą. Uwaga, bardzo skuteczny i wydajny!

MESOESTETIC  ENERGY C KREM DO TWARZY I POD OCZY

Mesoestetic to hiszpańska firma, specjalizująca się w medycynie estetycznej. Firma, stosowana w gabinetach kosmetologicznych i gabinetach medycyny estetycznej, opracowała szereg produktów najwyższej jakości potwierdzonej badaniami klinicznymi. Jako, że wiek zobowiązuje, a moja skóra ewidentnie potrzebowała zastrzyku energii, zdecydowałam się na krem do twarzy oraz pod oczy z linii Energy C. To intensywnie rozświetlający duet z wysokim stężeniem witaminy C, który walczy z pierwszymi oznakami starzenia skóry, przywraca jej blask i zdrowy wygląd, redukuje przebarwienia, delikatnie napina, wygładza drobne bruzdy i nierówności na skórze. Do tego wspaniale nawilża, mimo, że polecany jest do każdego typu cery, nie obciąża jej i nie przetłuszcza. Co to jest za krem! Skóra po nim jest gładka, nawilżona, drobne niedoskonałości szybko są niwelowane, do tego witamina E oraz Osilift pozyskany z owsa (polisacharydy) idealnie zdaje się walczyć z fotostarzeniem się skóry, utratą jędrności czy zmarszczkami. Stosuję ten duet rano i wieczorem od prawie dwóch miesięcy i widzę zdecydowaną poprawę w "jakości" mojej skóry, oj ciężko będzie mi się z nim rozstać:) 

A co trafiło na Waszą listę ulubieńców stycznia? Jestem ogromnie ciekawa!

21 stycznia 2019

Plastik a kosmetyki. Jak wprowadzić pielęgnację w duchu eko.







































Kupuję chleb w znanej, szczecińskiej sieci piekarni. Za mną długa kolejka. Widzę, jak pani ekspedientka pakuje mój bochenek do plastikowej torebki, więc proszę ją, aby zamiast do tej foliowej, włożyła chleb do papierowej, w końcu leżą takowe przy kasie. Patrzy na mnie z dezaprobatą i niezadowolona przekłada pieczywo do papieru. Z dziwnym oburzeniem przyglądają mi się też ludzie stojący za mną, jakby moja prośba była co najmniej niestosowna i szokująca. No właśnie. Bo przecież oni codziennie pakują ten chleb do tych foliowych woreczków, a ludzie codziennie zabierają te woreczki do domu, nie widzą w tym nic dziwnego, tak już jest, tak już widocznie musi być. Czyżby? 

W ostatnich 12 miesiącach temat plastiku nie schodzi z tapety, a sam plastik stał się materiałem wręcz przeklętym. Skala zanieczyszczenia oceanów rośnie z dnia na dzień. Rocznie w naszych oceanach kończy 8 milionów ton plastiku, podczas gdy jego produkcja stale rośnie, szacuje się, że w ciągu najbliższych 10 lat wzrośnie aż o 40%. Tylko my, konsumenci, możemy zapobiec tej zabójczej lawinie, poprzez ograniczenie plastiku w naszym życiu codziennym. Ale czy jest to w ogóle możliwe? Szykując się do napisania tego posta, szukając i przeglądając literaturę, artykuły i przeczesując internet, zaczęłam przede wszystkim zwracać uwagę na to, co jest wokół mnie, co otacza mnie na co dzień i stwierdzam, że plastik jest po prostu wszechobecny, Naprawdę, to niekończąca się historia. Jeszcze jakiś czas temu sama byłam bierna w tym temacie, tak jak moi znajomi i bliscy. Przyznaję, nie zdawałam sobie zupełnie sprawy z tego, jak bardzo ta plastikowa skala zanieczyszczeń wpływa na nasze środowisko. Bo przecież niby każdy wiedział, że globalne ocieplenie, że segregacja śmieci i w ogóle jakoś tak fajniej wybierać produkty eko i bio. Ale wszyscy żyliśmy w pewnej ułudzie, w zupełnej niewiedzy i co tu dużo mówić, ignorancji. Bo przecież to, że ja zrezygnuję z plastikowej słomki czy kolejnej jednorazówki w markecie, nie poprawi sytuacji planety, nie zmieni świata. Cóż, jak bardzo można się pomylić. Bo przecież właśnie od takich małych kroków, od każdej, jednej osoby, ta cała poprawa i lepszy byt w tej chwili zależy. 

Aktualne informacje donoszą, że poprzez zanieczyszczenie w oceanach, wyginąć może aż 700 gatunków zwierząt tam żyjących. Z powodu zranień przez plastikowe śmieci, śmierci głodowej, uduszeniu bądź zaplątaniu w plastikowe sieci. Zagrożone są ptaki, żółwie i ssaki.  
Szacuje się, że rocznie na świecie używa się 500 bilionów (!) jednorazowych torebek foliowych, to praktycznie trochę ponad jedna torba na minutę, ale przecież każdy z nas wie, że nazwa jednorazowa nie wzięła się znikąd, w końcu zwykle żywot takiej foliowej reklamówki, woreczka to ok. 15 minut!

Ale to nie tylko te niechlubne jednorazówki odpowiedzialne są za zagładę naszego środowiska. W większości są to kosmetyki oraz środki codziennego użytku w naszych gospodarstwach domowych. Inwazyjne środki czystości, niesegregowane śmieci, używanie gąbek do mycia naczyń, które są jednym z najdłużej rozkładająych się odpadów, plastikowe słomki czy sztućce i kubeczki w sezonie grillowym, butelkowana woda i napoje, plastikowe zabawki naszych dzieci, ubrania z poliestru, kupowanie paczkowanych na plastikowych tackach serów, wędlin czy owoców i warzyw w plastikowych pojemnikach, ryże i kasze w foliowych woreczkach, mleko w plastikowych butelkach, płyny do mycia naczyń, podłóg czy okien, mydła w płynie, żele pod prysznic w plastikowych butelkach, szampony, plastikowe szczoteczki do zębów i tubki past, pakowane do tego jeszcze w dodatkowy karton. Kurcze, sporo tego prawda? Gdyby człowiek miał ze wszystkiego zrezygnować, co by mu zostało? Wydaje się to po prostu niemożliwe! Ale! Małe kroczki, redukcja, tyle przecież możemy zrobić? A na rynku nie brakuje firm, pojawia się też sporo nowych, które proponują nam przyjazne dla środowiska zamienniki. Opakowanie z plastiku pozyskanego drogą recyklingu? Proszę bardzo! Jako blogerka korzystam z wielu kosmetyków. Wybierając proponowane mi współprace, staram się kierować mądrze i odpowiedzialnie. Czy korzystam tylko z eko produktów? Czy u mnie w domu nie ma plastiku? Czy używam tylko naturalnych kosmetyków? Niestety nie. Ale staram się nad tym pracować i małymi kroczkami sprawiać, aby moja osoba miała choć trochę zbawienny wpływ na naszą planetę. 

To od czego zacząć? Co zrobić, aby dołożyć swoją cegiełkę do poprawy sytuacji dla nas i naszych przyszłych pokoleń? 








































1. pasta do mycia twarzy- Iossi
2. błoto z morza martwego- Mokosh
3. delikatny szampon dla dzieci- Phenome
4. nawilżające masło z olejem kokosowym-IOSSI
5. ekspresowy scrub do dłoni-Phenome
6. intensywnie nawilżająca maseczka do twarzy-KOI
7. błyszczyk do ust-Nude by Nature
8. olej arganowy do paznokci-mokosh
9. bioaktywna odżywka do paznokci-Alba1913
10.drewniany grzebień-Ecco Verde
11.pomada do ciała z masłem kakaowym-Hagi
12.mydło w kostce z masłem shea-Friendly
13.mydło w kostce do brody i włosów-4szpaki
14.szczotka do ciała-Fridge
15. pasta do zębów w słoiczku-Georganics
16. delikatny migdałowy peeling do twarzy-Make me Bio

Wybierając kosmetyki, kieruję się głównie składem. Staram się wybierać te, które prawie w 100% składają się ze składników naturalnych, organicznych. Jeśli chodzi o pielęgnację, zwykle ograniczam się do rodzimych producentów, a jeśli śledzicie mojego bloga wiecie, że polski rynek obfituje w genialne, naturalne kosmetyki, które nie tylko są w przystępnej cenie, ale mają fenomenalne składy i jeszcze lepsze działanie. Przy okazji firmy te dbają o opakowania, zwykle kosmetyki ich pakowane są w szkło pochodzące z recyklingu, bądź też właśnie plastik, który również pozyskany jest taką samą metodą. Mam nadzieję, że co raz więcej firm zaoferuje nam system uzupełnień, jak np. polska marka Yope, która w Warszawie otworzyła swój pierwszy sklep stacjonarny, gdzie możecie przyjść z opakowaniem i uzupełnić mydło czy płyn do naczyń. Jedną z pierwszych firm ekologicznych i duchu zero waste w Polsce jest marka Phenome, którą darzę ogromnym zaufaniem, a ich kosmetyki służą mi od bardzo dawna. Wszystkie ich opakowania są w 100 procentach ekologiczne. Wybierajmy akcesoria naturalne, które są przyjazne nie tylko środowisku, ale też nam, naszemu organizmowi. Mydła w kostce wracają w końcu do łask, swojego czasu zepchnięte na drugi plan przez plastikowe, kuszące zapachami i kolorowymi obrazkami żele pod prysznic. Polska firma Ministerstwo Dobrego Mydła produkuje naturalne  mydła w kostce, składające się głównie z olejków, które cudownie nawilżają skórę podczas mycia, a do tego pięknie pachną i wyglądają. W mojej łazience żele pod prysznic to już od długiego czasu rzadkość. W kostce można znaleźć też szampony czy odżywki! Gorzej z dostępem naturalnych kosmetyków do makijażu, ale i tu rynek zaczyna prężnie się rozwijać i już częściej kupić możemy coś naprawdę fajnego.

Ale w naszym życiu nie tylko kosmetyki są codzienną rutyną. Przecież tak samo często korzystamy z środków czystości, z żywności czy wody. Tutaj też warto zwrócić uwagę na temat plastiku i prób jego stopniowej redukcji.


































Codziennie w drodze na uczelnię czy do pracy kupujesz kawę w jednorazowym kubku? Ok, nie każdy musi być baristą w swoim domu, ale skoro wybierasz taką drogę, może warto zainwestować w wielorazowy kubek? Praktycznie każda kawiarnia napełni go dla Ciebie bez żadnego problemu. 
Zgodnie z zaleceniami stomatologów, szczoteczka do zębów powinna być wymieniana co 3 miesiące. Wyobraź sobie, że tych trzech miesięcy trzyma się prawie każdy, a higiena jamy ustnej to przecież podstawa każdego z nas. Marki fairmade oferują szczoteczki do zębów z bambusa, które są biodegradowalne. Patyczki do uszu to produkt, który gości chyba w każdym domu. Tu też można znaleźć alternatywę dla plastiku. Papierowe, z bawełną organiczną będą nam służyły równie dobrze. Zabranie ze sobą na zakupy torby z materiału, którą niejednokrotnie można złożyć i włożyć do torebki bądź kieszeni kurtki to żaden wysiłek, a w ostatnim czasie na rynku znaleźć można także wielorazowe, materiałowe woreczki na drobne zakupy, takie jak jedna czy dwie sztuki papryczki chilli, garść rodzynek, orzechów czy pomidorków. Takie woreczki można wyprać i używać do woli. 
Od dwóch lat nie kupujemy w domu butelkowanej wody. Zainwestowaliśmy w dzbanek z filtrem i taką wodę pijemy całą rodziną. Zmartwienie, że woda do picia się skończyła oraz ilość plastikowych butelek gromadzonych tygodniowo nie jest już naszym problemem. To samo tyczy się mojej higieny osobistej, tampony zamieniłam na te z bawełny organicznej, bez chloru i innych szkodliwych dla kobiety substancji, na rynku od kilku lat dostępne są również wielorazowe kubeczki menstruacyjne. Wyboru i możliwości jest naprawdę wiele, wystarczy przejrzeć sklepowe półki. Przetrzymywanie sypkich produktów w wielorazowych szklanych słoikach, używanie naturalnych środków czystości do domu, nie kupowanie ubrań ze sztucznych materiałów, czy ograniczenie zabawek z plastiku, to kolejne kroki, które od dłuższego czasu już podjęte zostały w naszym domostwie. Tak jak wspominałam, małymi kroczkami.






































1. woskowijki-Abeego
2. wielorazowa siatka z juty-siatka na 100 procent
3. bambusowa szczoteczka do zębów dla dzieci-mohani
4. butelka z filtrem-bobble
5. wielorazowy kubek szklany-keepcup
6. naturalny płyn do naczyń-yope
7. wielorazowe słomki bambusowe-the basic market
8. bio pasta orzechowa-ekogram
9. świeca sojowa-hagi
10.biodegradowalne patyczki higieniczne-hydrofil
11.wielorazowy składany kubek-stojo
12.waciki wielorazowe-soft moon
13. wielorazowa torba na zakupy-ecco verde
14.kubeczek menstruacyjny-organicup
15.zestaw woreczków wielorazowych-sakwa bag
16.bambusowy zestaw sztućców-bambu
17.dzbanek z filtrem-brita

To tylko garstka alternatywnych rozwiązań, myślę, że dla chcącego nic trudnego i każdy wybierze odpowiedni produkt dla siebie i obierze swoją drogę. Pytanie, które często się słyszy, to czy bycie eko jest tylko dla zamożnych? Dlaczego produkty eko, bio, oznaczone napisem organic są dużo droższe? Fakt jest taki, że takie produkty z reguły są bardziej kosztowne. Ale poczynając zwykle od surowców, produkcji czy drogi transportu, te produkty są bezpieczniejsze dla środowiska, dla nas. Po pierwsze każdy z nas powinien przyjrzeć się temu, co posiada. W naszych czasach konsumpcja jest ogromna, marnujemy tony jedzenia, wyrzucamy sterty ciuchów, a przecież kupując mniej, a lepiej, najpewniej wydamy podobną kwotę. W dobie olx, allegro czy pchlich targów, często możemy kupić coś ekstra z drugiej ręki. Tu chyba potrzebna jest indywidualna refleksja, zastanowienie się, co mogę realnie zrobić, aby kolejne pokolenia mogły cieszyć się naszą planetą, tak jak my mogliśmy cieszyć się nią do tej pory. Stopniowo, bądźmy lepsi dla siebie i naszej natury, trzeba wierzyć, że jeszcze uda się zatrzymać tą okropną machinę, która nieubłaganie nas niszczy. 









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...