31 stycznia 2019

Ulubieńcy kosmetyczni: Styczeń 2019





















































Styczeń dopiero się kończy, ale zupełnie nie miałam problemu z tym, aby wybrać kosmetyki do dzisiejszego wpisu. Po prostu genialne, każdy jeden! Cztery nowe i jeden, stary ulubieniec. Chodźcie poczytać!

PHENOME VOLUMIZING SZAMPON I ODŻYWKA

Lekki, żelowy szampon, łagodny nawet dla najwrażliwszej skóry głowy (patrz ja), który mimo braku SLS w składzie idealnie oczyści włosy, sprawiając, że będą lekkie, puszyste i sypkie, do tego nada im objętości i sprawi, że będą świeże na dłużej? To własnie szampon z serii Volumizing naszej polskiej firmy Phenome. Do tego w składzie sama natura! Nowością w tej serii w szeregach marki, jest ich odżywka, która doskonale uzupełnia szampon. Mega lekka, nie obciąży nawet tych najcieńszych włosów, cudownie pachnie, niweluje puszenie i elektryzowanie się włosów, co jak wiemy zimą jest zmorą wielu osób. Do tego naturalne, aktywne składniki takie jak wyciąg z korzenia żeń-szenia, ekstrakt z kłącza irysa, ekstrakty z liści winorośli, owoców noni, wyciąg z owoców goji oraz proteiny z owsa, pszenicy i miodu sprawiają, że włosy są lekkie, miękkie, gładkie i zdrowo wyglądające. 

CHANEL VITALUMIERE AQUA

Witaj stary przyjacielu! Z początkiem sierpnia, kiedy moja skóra była jeszcze "odżywiona" słońcem zdecydowałam, że zrobię sobie przerwę od podkładów. Szło mi świetnie (w tym czasie na specjalne okazje towarzyszył mi sypki, transparentny puder także marki Chanel), do momentu, kiedy skóra z końcem roku znowu przybrała szary, zimowy odcień, a mróz sprawił, że potrzebna była jej jeszcze jedna, ochronna warstwa. Wróciłam więc do starego ulubieńca, który po prostu nigdy nie zawodzi! Idealnie lekki, niewyczuwalny na skórze ani trochę, pięknie stapia się z cerą dając efekt naturalnej, wypoczętej cery. Do tego wcale nie przesusza mojej z natury już suchej cery. No ideał! Posiadam zawsze, niezależnie od pory roku kolor 03.

NUXE MICELARNY OLEJEK DO DEMAKIJAŻU

Ależ to jest genialny produkt! Nie wymaga wycierania muślinową ściereczką (nie lubię!), można zmyć go samą wodą bez obawy, że zostawi na twarzy tłustą powłokę, cudownie, acz ultra delikatnie pachnie różą i geranium, jest bardzo łagodny i nie podrażnia cery, nie przesusza i nie daje uczucia ściągnięcia. Wystarczy ogrzać go w dłoniach, nałożyć i rozmasować na suchej twarzy i oczach(!) a następnie spłukać ciepłą wodą. Uwaga, bardzo skuteczny i wydajny!

MESOESTETIC  ENERGY C KREM DO TWARZY I POD OCZY

Mesoestetic to hiszpańska firma, specjalizująca się w medycynie estetycznej. Firma, stosowana w gabinetach kosmetologicznych i gabinetach medycyny estetycznej, opracowała szereg produktów najwyższej jakości potwierdzonej badaniami klinicznymi. Jako, że wiek zobowiązuje, a moja skóra ewidentnie potrzebowała zastrzyku energii, zdecydowałam się na krem do twarzy oraz pod oczy z linii Energy C. To intensywnie rozświetlający duet z wysokim stężeniem witaminy C, który walczy z pierwszymi oznakami starzenia skóry, przywraca jej blask i zdrowy wygląd, redukuje przebarwienia, delikatnie napina, wygładza drobne bruzdy i nierówności na skórze. Do tego wspaniale nawilża, mimo, że polecany jest do każdego typu cery, nie obciąża jej i nie przetłuszcza. Co to jest za krem! Skóra po nim jest gładka, nawilżona, drobne niedoskonałości szybko są niwelowane, do tego witamina E oraz Osilift pozyskany z owsa (polisacharydy) idealnie zdaje się walczyć z fotostarzeniem się skóry, utratą jędrności czy zmarszczkami. Stosuję ten duet rano i wieczorem od prawie dwóch miesięcy i widzę zdecydowaną poprawę w "jakości" mojej skóry, oj ciężko będzie mi się z nim rozstać:) 

A co trafiło na Waszą listę ulubieńców stycznia? Jestem ogromnie ciekawa!

21 stycznia 2019

Plastik a kosmetyki. Jak wprowadzić pielęgnację w duchu eko.







































Kupuję chleb w znanej, szczecińskiej sieci piekarni. Za mną długa kolejka. Widzę, jak pani ekspedientka pakuje mój bochenek do plastikowej torebki, więc proszę ją, aby zamiast do tej foliowej, włożyła chleb do papierowej, w końcu leżą takowe przy kasie. Patrzy na mnie z dezaprobatą i niezadowolona przekłada pieczywo do papieru. Z dziwnym oburzeniem przyglądają mi się też ludzie stojący za mną, jakby moja prośba była co najmniej niestosowna i szokująca. No właśnie. Bo przecież oni codziennie pakują ten chleb do tych foliowych woreczków, a ludzie codziennie zabierają te woreczki do domu, nie widzą w tym nic dziwnego, tak już jest, tak już widocznie musi być. Czyżby? 

W ostatnich 12 miesiącach temat plastiku nie schodzi z tapety, a sam plastik stał się materiałem wręcz przeklętym. Skala zanieczyszczenia oceanów rośnie z dnia na dzień. Rocznie w naszych oceanach kończy 8 milionów ton plastiku, podczas gdy jego produkcja stale rośnie, szacuje się, że w ciągu najbliższych 10 lat wzrośnie aż o 40%. Tylko my, konsumenci, możemy zapobiec tej zabójczej lawinie, poprzez ograniczenie plastiku w naszym życiu codziennym. Ale czy jest to w ogóle możliwe? Szykując się do napisania tego posta, szukając i przeglądając literaturę, artykuły i przeczesując internet, zaczęłam przede wszystkim zwracać uwagę na to, co jest wokół mnie, co otacza mnie na co dzień i stwierdzam, że plastik jest po prostu wszechobecny, Naprawdę, to niekończąca się historia. Jeszcze jakiś czas temu sama byłam bierna w tym temacie, tak jak moi znajomi i bliscy. Przyznaję, nie zdawałam sobie zupełnie sprawy z tego, jak bardzo ta plastikowa skala zanieczyszczeń wpływa na nasze środowisko. Bo przecież niby każdy wiedział, że globalne ocieplenie, że segregacja śmieci i w ogóle jakoś tak fajniej wybierać produkty eko i bio. Ale wszyscy żyliśmy w pewnej ułudzie, w zupełnej niewiedzy i co tu dużo mówić, ignorancji. Bo przecież to, że ja zrezygnuję z plastikowej słomki czy kolejnej jednorazówki w markecie, nie poprawi sytuacji planety, nie zmieni świata. Cóż, jak bardzo można się pomylić. Bo przecież właśnie od takich małych kroków, od każdej, jednej osoby, ta cała poprawa i lepszy byt w tej chwili zależy. 

Aktualne informacje donoszą, że poprzez zanieczyszczenie w oceanach, wyginąć może aż 700 gatunków zwierząt tam żyjących. Z powodu zranień przez plastikowe śmieci, śmierci głodowej, uduszeniu bądź zaplątaniu w plastikowe sieci. Zagrożone są ptaki, żółwie i ssaki.  
Szacuje się, że rocznie na świecie używa się 500 bilionów (!) jednorazowych torebek foliowych, to praktycznie trochę ponad jedna torba na minutę, ale przecież każdy z nas wie, że nazwa jednorazowa nie wzięła się znikąd, w końcu zwykle żywot takiej foliowej reklamówki, woreczka to ok. 15 minut!

Ale to nie tylko te niechlubne jednorazówki odpowiedzialne są za zagładę naszego środowiska. W większości są to kosmetyki oraz środki codziennego użytku w naszych gospodarstwach domowych. Inwazyjne środki czystości, niesegregowane śmieci, używanie gąbek do mycia naczyń, które są jednym z najdłużej rozkładająych się odpadów, plastikowe słomki czy sztućce i kubeczki w sezonie grillowym, butelkowana woda i napoje, plastikowe zabawki naszych dzieci, ubrania z poliestru, kupowanie paczkowanych na plastikowych tackach serów, wędlin czy owoców i warzyw w plastikowych pojemnikach, ryże i kasze w foliowych woreczkach, mleko w plastikowych butelkach, płyny do mycia naczyń, podłóg czy okien, mydła w płynie, żele pod prysznic w plastikowych butelkach, szampony, plastikowe szczoteczki do zębów i tubki past, pakowane do tego jeszcze w dodatkowy karton. Kurcze, sporo tego prawda? Gdyby człowiek miał ze wszystkiego zrezygnować, co by mu zostało? Wydaje się to po prostu niemożliwe! Ale! Małe kroczki, redukcja, tyle przecież możemy zrobić? A na rynku nie brakuje firm, pojawia się też sporo nowych, które proponują nam przyjazne dla środowiska zamienniki. Opakowanie z plastiku pozyskanego drogą recyklingu? Proszę bardzo! Jako blogerka korzystam z wielu kosmetyków. Wybierając proponowane mi współprace, staram się kierować mądrze i odpowiedzialnie. Czy korzystam tylko z eko produktów? Czy u mnie w domu nie ma plastiku? Czy używam tylko naturalnych kosmetyków? Niestety nie. Ale staram się nad tym pracować i małymi kroczkami sprawiać, aby moja osoba miała choć trochę zbawienny wpływ na naszą planetę. 

To od czego zacząć? Co zrobić, aby dołożyć swoją cegiełkę do poprawy sytuacji dla nas i naszych przyszłych pokoleń? 








































1. pasta do mycia twarzy- Iossi
2. błoto z morza martwego- Mokosh
3. delikatny szampon dla dzieci- Phenome
4. nawilżające masło z olejem kokosowym-IOSSI
5. ekspresowy scrub do dłoni-Phenome
6. intensywnie nawilżająca maseczka do twarzy-KOI
7. błyszczyk do ust-Nude by Nature
8. olej arganowy do paznokci-mokosh
9. bioaktywna odżywka do paznokci-Alba1913
10.drewniany grzebień-Ecco Verde
11.pomada do ciała z masłem kakaowym-Hagi
12.mydło w kostce z masłem shea-Friendly
13.mydło w kostce do brody i włosów-4szpaki
14.szczotka do ciała-Fridge
15. pasta do zębów w słoiczku-Georganics
16. delikatny migdałowy peeling do twarzy-Make me Bio

Wybierając kosmetyki, kieruję się głównie składem. Staram się wybierać te, które prawie w 100% składają się ze składników naturalnych, organicznych. Jeśli chodzi o pielęgnację, zwykle ograniczam się do rodzimych producentów, a jeśli śledzicie mojego bloga wiecie, że polski rynek obfituje w genialne, naturalne kosmetyki, które nie tylko są w przystępnej cenie, ale mają fenomenalne składy i jeszcze lepsze działanie. Przy okazji firmy te dbają o opakowania, zwykle kosmetyki ich pakowane są w szkło pochodzące z recyklingu, bądź też właśnie plastik, który również pozyskany jest taką samą metodą. Mam nadzieję, że co raz więcej firm zaoferuje nam system uzupełnień, jak np. polska marka Yope, która w Warszawie otworzyła swój pierwszy sklep stacjonarny, gdzie możecie przyjść z opakowaniem i uzupełnić mydło czy płyn do naczyń. Jedną z pierwszych firm ekologicznych i duchu zero waste w Polsce jest marka Phenome, którą darzę ogromnym zaufaniem, a ich kosmetyki służą mi od bardzo dawna. Wszystkie ich opakowania są w 100 procentach ekologiczne. Wybierajmy akcesoria naturalne, które są przyjazne nie tylko środowisku, ale też nam, naszemu organizmowi. Mydła w kostce wracają w końcu do łask, swojego czasu zepchnięte na drugi plan przez plastikowe, kuszące zapachami i kolorowymi obrazkami żele pod prysznic. Polska firma Ministerstwo Dobrego Mydła produkuje naturalne  mydła w kostce, składające się głównie z olejków, które cudownie nawilżają skórę podczas mycia, a do tego pięknie pachną i wyglądają. W mojej łazience żele pod prysznic to już od długiego czasu rzadkość. W kostce można znaleźć też szampony czy odżywki! Gorzej z dostępem naturalnych kosmetyków do makijażu, ale i tu rynek zaczyna prężnie się rozwijać i już częściej kupić możemy coś naprawdę fajnego.

Ale w naszym życiu nie tylko kosmetyki są codzienną rutyną. Przecież tak samo często korzystamy z środków czystości, z żywności czy wody. Tutaj też warto zwrócić uwagę na temat plastiku i prób jego stopniowej redukcji.


































Codziennie w drodze na uczelnię czy do pracy kupujesz kawę w jednorazowym kubku? Ok, nie każdy musi być baristą w swoim domu, ale skoro wybierasz taką drogę, może warto zainwestować w wielorazowy kubek? Praktycznie każda kawiarnia napełni go dla Ciebie bez żadnego problemu. 
Zgodnie z zaleceniami stomatologów, szczoteczka do zębów powinna być wymieniana co 3 miesiące. Wyobraź sobie, że tych trzech miesięcy trzyma się prawie każdy, a higiena jamy ustnej to przecież podstawa każdego z nas. Marki fairmade oferują szczoteczki do zębów z bambusa, które są biodegradowalne. Patyczki do uszu to produkt, który gości chyba w każdym domu. Tu też można znaleźć alternatywę dla plastiku. Papierowe, z bawełną organiczną będą nam służyły równie dobrze. Zabranie ze sobą na zakupy torby z materiału, którą niejednokrotnie można złożyć i włożyć do torebki bądź kieszeni kurtki to żaden wysiłek, a w ostatnim czasie na rynku znaleźć można także wielorazowe, materiałowe woreczki na drobne zakupy, takie jak jedna czy dwie sztuki papryczki chilli, garść rodzynek, orzechów czy pomidorków. Takie woreczki można wyprać i używać do woli. 
Od dwóch lat nie kupujemy w domu butelkowanej wody. Zainwestowaliśmy w dzbanek z filtrem i taką wodę pijemy całą rodziną. Zmartwienie, że woda do picia się skończyła oraz ilość plastikowych butelek gromadzonych tygodniowo nie jest już naszym problemem. To samo tyczy się mojej higieny osobistej, tampony zamieniłam na te z bawełny organicznej, bez chloru i innych szkodliwych dla kobiety substancji, na rynku od kilku lat dostępne są również wielorazowe kubeczki menstruacyjne. Wyboru i możliwości jest naprawdę wiele, wystarczy przejrzeć sklepowe półki. Przetrzymywanie sypkich produktów w wielorazowych szklanych słoikach, używanie naturalnych środków czystości do domu, nie kupowanie ubrań ze sztucznych materiałów, czy ograniczenie zabawek z plastiku, to kolejne kroki, które od dłuższego czasu już podjęte zostały w naszym domostwie. Tak jak wspominałam, małymi kroczkami.






































1. woskowijki-Abeego
2. wielorazowa siatka z juty-siatka na 100 procent
3. bambusowa szczoteczka do zębów dla dzieci-mohani
4. butelka z filtrem-bobble
5. wielorazowy kubek szklany-keepcup
6. naturalny płyn do naczyń-yope
7. wielorazowe słomki bambusowe-the basic market
8. bio pasta orzechowa-ekogram
9. świeca sojowa-hagi
10.biodegradowalne patyczki higieniczne-hydrofil
11.wielorazowy składany kubek-stojo
12.waciki wielorazowe-soft moon
13. wielorazowa torba na zakupy-ecco verde
14.kubeczek menstruacyjny-organicup
15.zestaw woreczków wielorazowych-sakwa bag
16.bambusowy zestaw sztućców-bambu
17.dzbanek z filtrem-brita

To tylko garstka alternatywnych rozwiązań, myślę, że dla chcącego nic trudnego i każdy wybierze odpowiedni produkt dla siebie i obierze swoją drogę. Pytanie, które często się słyszy, to czy bycie eko jest tylko dla zamożnych? Dlaczego produkty eko, bio, oznaczone napisem organic są dużo droższe? Fakt jest taki, że takie produkty z reguły są bardziej kosztowne. Ale poczynając zwykle od surowców, produkcji czy drogi transportu, te produkty są bezpieczniejsze dla środowiska, dla nas. Po pierwsze każdy z nas powinien przyjrzeć się temu, co posiada. W naszych czasach konsumpcja jest ogromna, marnujemy tony jedzenia, wyrzucamy sterty ciuchów, a przecież kupując mniej, a lepiej, najpewniej wydamy podobną kwotę. W dobie olx, allegro czy pchlich targów, często możemy kupić coś ekstra z drugiej ręki. Tu chyba potrzebna jest indywidualna refleksja, zastanowienie się, co mogę realnie zrobić, aby kolejne pokolenia mogły cieszyć się naszą planetą, tak jak my mogliśmy cieszyć się nią do tej pory. Stopniowo, bądźmy lepsi dla siebie i naszej natury, trzeba wierzyć, że jeszcze uda się zatrzymać tą okropną machinę, która nieubłaganie nas niszczy. 









1 października 2018

Ulubione kosmetyki lata, które sprawdzą się także jesienią





























Pisząc ten post siedzę pod kocem, a gorąca kawa stoi obok na stoliku, jesień przyszła w tym roku tak nagle, kończąc lato, które przecież tak bardzo nas rozpieściło. Wakacje były dla mnie bardzo intensywne, pracowite, ale zdecydowanie mogę powiedzieć, że udane. Praca, praca i jeszcze raz praca, ale był też czas na chwilę odpoczynku, a koniec wakacji zwieńczony był przeprowadzką, która owszem, trochę dała w kość, ale końcowy efekt przyniósł mnóstwo zadowolenia i satysfakcji. Także w nowy sezon wchodzę pełna energii, z głową pełną pomysłów i planów na nadchodzące miesiące. A Was zapraszam na post z moją pielęgnacją wakacyjną, którą z powodzeniem kontynuuję już w jesiennym klimacie. 

Kto z nas nie lubi wziąć orzeźwiającego prysznica w gorący dzień? (Jakże już tęsknię za latem!) A do tego prysznic cudownie pachnący cytrynową lemoniadą? Tak właśnie pachnie Orzeźwiający Olejek pod Prysznic naszej rodzimej marki Clochee, która nie dość, że jest z mojego rodzinnego Szczecina, to jeszcze tworzy kosmetyki w 100% naturalne, z najwyższej jakości składników. Nie inaczej jest w przypadku tego olejku, gęsty, konsystencją trochę przypomina lekki żel, cudownie napakowany olejem z migdałów i olejem z sezamu, bardzo delikatnie oczyszcza skórę pod prysznicem nie naruszając jej warstwy hydrolipidowej, delikatnie się pieni, w kontakcie z wodą zamienia się w aksamitną pianę, która dosłownie otula nasze ciało. Zapach tak mnie zaskoczył, piękny, pachnący cytrusami, ale też migdałem, słodkością, no musicie to poczuć na własnym ciele, obiecuję, że nie zawiedziecie się. Skóra po prysznicu nie jest ściągnięta, przesuszona, czy podrażniona. Wręcz przeciwnie-jest miękka, nawilżona, gładka, pachnie oczywiście niebiańsko. Kosmetyk ten będzie idealny na jesienny czas, kiedy zaczynamy nosić swetry, spodnie, a skóra zaczyna być nieprzyjemnie przesuszona. Zapach zdecydowanie będzie mi przypominał gorące dni i słońce!

Lato to wbrew pozorom ciężki czas dla włosów. Słońce, słona woda, częste związywanie bardzo je osłabiają i po lecie często są przesuszone i łamią się. Z pomocą przychodzi duet polskiej firmy BasicLab, która zajęła się produkcją kosmetyków tylko do włosów, stawiając na konkretne ich problemy i na konkretne cele.W wakacje miałam okazję używać duetu Capillas do włosów osłabionych, z tendencją do wypadania. Kosmetyki tej marki nie posiadają SLS, SLES, MiTu czy parabenów, za to przepełnione są składnikami naturalnymi, jak m.in. kofeina, żeńszeń, które sprawić mają, że nasze włosy będą gęste, lśniące i pełne życia. Przyznać muszę, że szampon jest genialny! Bardzo dobrze oczyszcza włosy, ale nie są one sztywne czy splątane, a lekkie, sypkie, odbite od nasady. Odżywka nie obciąża włosów, a dodaje im blasku i lekkości. Naturalne szampony będą idealne jesienią, aby przywrócić skórze głowy balans i ukojenie, a włosy wzmocnić i dodać im blasku. 

Moja skóra jest bardzo sucha, wiem to nie od dziś, ale w tym roku płata mi ogromne figle i chyba już z wiekiem traci stopień nawilżenia totalnie, dlatego moje ukochane naturalne kremy nawilżające odstawiłam na rzecz sprawdzonego kosmetyku do zadań specjalnych, który zawsze ratuje moją skórę z opresji. Mowa o nawilżającym kremie do twarzy marki La Roche Posay Hydraphase. Krem przeznaczony jest do skóry suchej i bardzo suchej, alergicznej, podrażnionej, wrażliwej. Uwierzcie, radzi sobie z przesuszoną i podrażnioną skórą jak żaden inny! Natychmiast wygładza skórę i nawilża ją, koi, czy to po opalaniu, czy po zimnym, jesiennym wietrze. Utrzymuje ją nawilżoną przez wiele godzin, świetnie się wchłania, nie jest tłusty. Pachnie bardzo subtelnie, sprawdza się pod każdym makijażem. Zdecydowanie będę kontynuować pielęgnację z jego udziałem jesienią, kiedy to skóra wymaga specjalnej troski i ukojenia. Krem ten występuje w dwóch wersjach, lekkiej i bogatej. Posiadam tą drugą. Ogromnie polecam. 

Bielenda w te wakacje zaskoczyła mnie chyba bardziej niż pogoda! Drogeryjna marka, dostępna w każdym Rossmannie, wypuściła serię Vegan, wypełnioną po brzegi naturalnymi składnikami. I tak kupiłam masło do ciała z tej serii, z masłem karite na głównym miejscu w spisie INCI. Jakże przyjemna konsystencja tego balsamu i jakże cudowny zapach, a także działanie! Super się wchłania, pozostawiając delikatną warstwę ochronną na ciele, wygładza skórę, regeneruje ją, uelastycznia. Zapach jest delikatne, bardzo przyjemny, przyjemna jest także cena tego kosmetyku, możemy go kupić za ok 16 zł! Latem ratował moją skórę po słonecznych kąpielach, jesienią będzie cudownie otulał ją swoim kojącym zapachem. 

A jeśli o zapachach mowa, to moje ukochane Chanel mają konkurencję w postaci zapachu Yde2 polskiej marki Fridge! Perfumowana woda z nutą porzeczki, lukrecji, otulającego orzecha i kroplą słodkiej wanilii. Wszystko to sprawia, że zapach ten, lekki i przyjemny był nie tylko latem, ale jesienią będzie otulał jak sweter, tworząc woalkę z drzewa sandałowego i frezji. Cudowny zamiennik i coś wyjątkowego, jestem bardzo ciekawa innych zapachów tej polskiej firmy. 

Jak widzicie letnia pielęgnacja nie musi być ograniczona tylko do jednego sezonu! Wszystkie kosmetyki bardzo Wam polecam i zachęcam, wypróbujcie je. To hity pod każdym względem (i sezonem;)


25 lipca 2018

Świeże kosmetyki i Lush Botanicals




























Kosmetyki prosto z lodówki. Tak świeże, jak świeże może być jedzenie, które w niej przechowujemy. Bo właśnie tak odżywcze dla skóry mają być, mamy czerpać z nich to co najlepsze, a skóra dzięki nim ma odzyskać blask, nawilżenie i przede wszystkim ma oddychać. Dlaczego świeże? Bo są tworzone w tak zaprojektowanym procesie technologicznym, aby nie następowała utrata wartości odżywczych i energii roślinnej.

Nowa, rodzima nasza marka Lush Botanicals, zadbała właśnie o to, aby w produkcji nie podgrzewać do wysokich temperatur olejów, ekstraktów roślinnych czy hydrolatów, a jedynie minimalnie i krótko. To wszystko sprawia zachowanie cennego roślinnego dobra, które ma zrobić wiele dla skóry.

Przez prawie dwa miesiące miałam okazję testować trzy produkty marki Lush Botanicals, krem na noc Starlight, serum pod oczy Stardust oraz sok odświeżający, tonik, Juice in Motion.

Zacznę od toniku Juice in Motion, bo z tej trójki to mój ulubieniec. Wieczorem po demakijażu wspaniale koił skórę, rano, po umyciu twarzy pianką świetnie ją orzeźwiał i chłodził. Tonik bazuje na soku z aloesu, którego właściwości znane są od wieków. Cudownie koi, nawilża skórę, leczy ją. Do tego oleje, takie jak olej z pestek moreli, pestek arbuza i pestek winogron, oraz ekstrakty z pestek guarany, z owocu pomarańczy i pestek grejfruta, ze słodkiego migdała, z owocu winogrona i mleczka pszczelego. Sami przyznajcie, że kompozycja brzmi jak genialny i zdrowy koktaj, który można by wypić! A pije go nasza skóra, bo po przetarciu nim twarzy jest ona nawilżona, ukojona, gładka i odświeżona. Można się od niego uzależnić, zauważyłam, że w dni, gdy nie noszę makijażu sięgam po niego tak często, jak to możliwe, zwłaszcza w upały. Jeżeli szukacie dobrego, łagodnego toniku przeznaczonego do każdego typu cery, koniecznie go wypróbujcie, rewelacja!

Krem odżywczy na noc Starlight spisał się u mnie równie dobrze. Gęsty, treściwy, zdecydowanie dla skóry normalnej bądź suchej, bardzo silnie nawilża, odżywia i regeneruje. W składzie również same wspaniałości, bogactwo olejów, ekstraktów roślinnych i owocowych, witamin a także kwas hialuronowy, który robi tu świetną robotę. To idealny krem na noc, bogaty, otula zmęczoną cerę po całym dniu, koi ją i świetnie nawilża. Do tego zapach, cudowny, owocowy z nutą drzewa sandałowego, genialnie relaksuje. Dla mojej bardzo suchej skóry ten krem to świetna dawka, która dotleniła ją i zregenerowała. Krem nie zapchał mojej cery, nie spowodował podrażnień, nie uczulił. Za to wygładził ją do granic możliwości, a rano po umyciu nie była ściągnięta. Bardzo przyjemny kosmetyk dla osób ze skórą wymagającą, lubiących bogatsze konsystencje.

Ostatni kosmetyk tej firmy, który miałam przyjemność testować to serum pod oczy Stardust i dla mnie z tej całej trójki to chyba najsłabsze ogniwo. Sam kosmetyk, tak jak jego poprzednicy skład ma obłędny, nie ma się do czego przyczepić. Między innymi oleje z opuncji, pestek granatu, pestek kiwi, ektrakty z zielonej kawy i guarany, wielocząsteczkowy kwas hialuronowy. Wszystko byłoby super, gdyby nie konsystencja oraz dozowanie tego kosmetyku. Mimo, iż kosmetyk nazwany jest przez producenta serum, to jest to po prostu konsystencja bogatego kremu, dla mnie, mimo bardzo suchej skóry, chyba zbyt bogatej pod oczy. Choć winię za to trochę wydajność produktu przy samej aplikacji, ciężko jest wydozować minimalną ilość kosmetyku, porcja, którą serwuje nam aplikator, w moim odczuciu była za duża, połowa serum zostawała na dłoni, resztę wklepywałam w skórę pod oczami. Czasami zdarzało mi się odczuć, iż skóra była jakby obciążona. Sam kosmetyk zostawia delikatną warstwę ochronną na skórze, nie podrażnia skóry, nie uczulił mnie, choć oczy mam bardzo wrażliwe. Pięknie pachnie, jak wszystkie kosmetyki tej firmy, choć dodatek różowego lotosu sprawia, że zapach jest naprawdę wyjątkowy. Dla mnie, dzięki tak bogatej formuły, krem nadawał się raczej na noc, w ciągu dnia po prostu miałam wrażenie, iż był za ciężki.

Wszystkie kosmetyki Lush Botanicals pakowane są w specjalne, ciemne szkło Miron Violet Glass, które chroni kosmetyki przed światłem i pomaga zachować je świeższe na dłużej. Ważne są przez dwa i pół miesiąca od daty produkcji i oczywiście przechowujemy je tylko w lodówce. Jedno jest pewne, te kosmetyki są genialne latem, gdy skóra prócz bogatych składników odżywczych, jest przyjemnie schłodzona a aplikacji ich to sama ulga:)

Kosmetyki możecie kupić w sklepie online marki TU, w tej chwili na krem na noc Starlight jest promocja.

A jak Wy zapatrujecie się na świeże kosmetyki?:)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...