22 lutego 2019

Ulubieńcy lutego 2018

Oj, cieszę się, że najpierw styczeń, a teraz luty dobiega końca, jakiś ciężki ten początek roku dla nas, wirusy nas nie oszczędzają. Ale do przodu, dłuższe dni, więcej słońca za oknem i już czuć, że wiosna jest za rogiem i zbliża się naprawdę dużymi krokami. Dziś mam dla Was ulubieńców miesiąca w nowej odsłonie, bo nie tylko pokażę Wam kosmetyki, które świetnie sprawdzały się mi w lutym, ale także inne rzeczy, które umiliły ten krótki miesiąc. Dajcie znać, czy taka forma Wam odpowiada i chcecie częściej poczytać o polecanych rzeczach nie tylko z działu beauty! 







































1. Cztery Szpaki Naturalny Dezodorant w Kremie to całkowita nowość w mojej pielęgnacji. Ten w pełni naturalny dezodorant w kremie polskiej firmy zbierał tyle pozytywnych słów i opinii w internecie, że musiałam go w końcu wypróbować, a że od długiego już czasu szukałam naturalnego, ale co najważniejsze, skutecznego dezodorantu, zdecydowałam się dać mu w końcu szansę. Nie zawiodłam się! Delikatny, mimo glinki w składzie nie uczulił mnie, nie podrażnił skóry, Łatwy w aplikacji, wydajny i jak się okazało, naprawdę skuteczny! Chroni przed przykrym zapachem oraz nadmierną potliwością, nie brudzi ciuchów, zapakowany jest w szklany słoiczek, a cena jest naprawdę przystępna! Jedynym minusem dla mnie jest zapach-wybrałam wersję ziołowo-cytrusową, następnym razem kupię wersję bezzapachową. Nie do końca mnie te tony przekonują. Natomiast sam produkt jest genialny, więc jeżeli szukacie czegoś w pełni naturalnego, ale skutecznego, to warto!

2. O!mega Bronze Coconut w kolorze TanTastic by Marc Jacobs to limitowana wersja kultowego już bronzera Omega. Podobnie jak w klasycznej wersji, bronzer zapakowany jest w minimalistyczne opakowanie (tu w kolorze białym), rozmiar również jak w podstawowej wersji -spory, co sprzyja bardzo wygodnej aplikacji. A więc czym różni się wersja Coconut od klasycznej Tantric? Kolor jest delikatniejszy, będzie pasował nawet najjaśniejszej karnacji, czy pozimowej bladej cerze:) Do tego bronzer delikatnie pachnie kokosem. Bardzo przyzwoity bronzer, nie tworzy smug, odcień jest naprawdę neutralny i tworzy bardzo naturalny efekt zdrowej, muśniętej słońcem cery.

3. Pure by Clochee Nocna Regenerująca Maska/Krem to kolejna nowość, która dołączyła w lutym do mojej pielęgnacji. Pure by Clochee to nowa marka, która na rynek weszła właśnie w lutym i jest dostępna na wyłączność w drogeriach Hebe. Dzięki uprzejmości marki, dostałam w dniu premiery paczkę z kilkoma ich kosmetykami do przetestowania i choć wszystkie sprawdzają się u mnie naprawdę dobrze i pewnie jeszcze pojawią się na blogu, to właśnie Regenerująca Nocna Maska stała się moim ogromnym ulubieńcem. Treściwa, ale nie obciąża skóry, może być stosowana codziennie i tak też ją stosuję. Nakładam wieczorem grubszą warstwą, a rano budzę się z gładką, nawilżoną, zregenerowaną skórą! Maseczka w składzie ma samą naturę, między innymi olejek malinowy oraz masło shea, cudownie pachnie, ma przyjemną, otulającą konsystencję. Nie zapchała mojej cery, nie podrażniła jej. Wręcz przeciwnie! Łagodzi uczucie ściągnięcia skóry, koi ją, sprawia, że cera dłużej pozostaje nawilżona. Ogromny plus dla marki za dobrą dostępność i cenę!

4. Phenome Warming Body Butter to taki kosmetyk-luksus. Luksus konsystencji, która jest bogata w naturalne składniki i wody roślinne, luksus dużego opakowania, które daje uczucie wiecznego otulenia oraz luksus zapachu...ach, co to jest za zapach! Masło z nazwy jest rozgrzewające, ale dla mnie to taki produkt całoroczny, osobiście go uwielbiam, a moja sucha skóra dosłownie go pije. Phenome bez dwóch zdań tworzy jedne z najlepszych kosmetyków na naszym rodzimym rynku, bardzo polecam!

5. Aquarium w Berlinie odwiedziliśmy właśnie w lutym i zwłaszcza pod kątem dzieci, bardzo polecamy, jeżeli macie możliwość, aby to miejsce zobaczyć! Ryby, rekiny, meduzy, koniki morskie, ośmiornice, żółwie i wiele innych żyjących na dnach oceanu zwierząt w jednym miejscu. Kolorowe, ogromne akwaria, w których z bliska można zobaczyć najbardziej wyszukane gatunki. Nam, jako dorosłym podobało się bardzo, ale tak jak wspomniałam, to właśnie Zoja miała największą frajdę z odwiedzin w berlińskim oceanarium. Zaraz obok znajduje się Zoo, ale to odwiedzimy latem.

6. "Jedyna historia" Julian Barnes, to książka, którą przeczytałam w lutym i która nie była pozycją optymistyczną, ale uderzającą i dającą do myślenia i skłaniającą do refleksji na pewno. On, lat 19, ona 48, mężatka z dwójką dzieci. Poznają się w klubie tenisowym i tak rozpoczyna się ich romans, który trwa wiele lat. Wszystko dzieje się w Wielkiej Brytanii w latach sześćdziesiątych. To opowieść nie tylko o miłości, ale o oddaniu, o bezradności, o nałogu i o jedynej historii życia, którą każdy ma do opowiedzenia. Bardzo warta uwagi, zapadająca w pamięć.

I to wszyscy moi ulubieńcy lutego. A co trafiło na Waszą listę ulubionych rzeczy w kończącym się już miesiącu?:)







  1. Naprawdę ciekawi ulubieńcy. Akwarium i książka również :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...