29 października 2014

October Beauty Favourites






























Pojutrze żegnamy się z październikiem, więc nadeszła pora, aby podsumować go i wyłonić kilka ulubionych w tym miesiącu kosmetyków. Nie miałam z tym większego problemu, jeśli chcecie się dowiedzieć, po jakie produkty sięgałam w październiku właśnie najczęściej, zapraszam na post!

PIELĘGNACJA

Phenome Smoothing Body Serum zdecydowanie zdetronizował wszystkie moje masła do ciała w tym miesiącu i był moim numerem jeden. Szybko wchłaniające się serum, które uelastycznia skórę, przeciwdziała oznakom cellulitu, ujędrnia i wygładza ciało. Pięknie pachnie ziołami i cytrusami, a jego konsystencja, mimo iż bardzo lekka, kremowo-żelowa, doskonale nawilża ciało, co w przypadku tego typu produktów ujędrniających, jest rzadkością. Skóra po kilku tygodniach stosowania faktycznie jest bardzo wygładzona i elastyczna, a zapach potrafi uzależnić. Ogromny plus za świetny skład, nic nowego w przypadku Phenome, ale za każdym razem stosując kosmetyk od nich, możemy się przekonać, jak cała kompozycja tych naturalnych składników aktywnych jest genialna. 

Pat&Rub krem na dzień 30+ , którego głównym zadaniem jest zapobieganie oznakom starzenia. Nie miałam jeszcze okazji stosować kremu do twarzy tej firmy, więc postawiłam na tą kompleksową pielęgnację i póki co jestem bardzo zadowolona. Krem ma lekką formułę, ale bardzo dobrze jak na razie radzi sobie z nawilżeniem mojej suchej skóry, nie podrażnia jej i nie powoduje żadnych przykrych niespodzianek. Dodatkowo kompozycja składników aktywnych dobrana jest tak, aby krem nie tylko nawilżał skórę, ale także uelastyczniał ją, chronił przed wolnymi rodnikami i promieniowaniem UV, zwiększał odporność i elastyczność skóry. Mogę śmiało przyznać, że moja skóra dawno nie wyglądała tak dobrze jak teraz. Jedynym minusem może być zapach, specyficzny, choć ja go lubię, wiem, że niektórym może on przeszkadzać.

Bumble&Bumble Seaweed Shampoo and Conditioner to mój nowy zestaw do pielęgnacji włosów. Dawno nie używałam szamponów z SLS, od ponad dwóch lat korzystałam z naturalnej pielęgnacji włosów i służyło mi to, ale jak tylko ten duet wpadł mi w ręce, dałam włosom małą przerwę od natury. I moje włosy bardzo go polubiły. Szampon przeznaczony jest do normalnych włosów, do codziennego stosowania. Łagodny, wzbogacony o organiczne wyciągi z roślin morskich, nadaje włosom blask, odżywia i nawilża. W składzie znajdziemy również spirulinę oraz wyciąg z wodorostów i alg. Wszystko to sprawia, że włosy po umyciu są bardzo lekkie, delikatne i puszyste. Odżywka nie obciąża włosów i co bardzo mi pasuje- po zastosowaniu tej dwójki, włosy bajecznie się rozczesują. Pachnie naprawdę zielono:)

MAKIJAŻ

Chanel Vitalumiere Aqua to mój hit z zeszłorocznej jesieni. Sprawdza się i teraz, kiedy po lecie zamieniłam Les Beige Fluid z tej samej marki, właśnie na niego. Dla mnie to podkład idealny i póki co nie szukam innego. Lekki, doskonale stapia się z cerą i jest na niej niewidoczny, wygładza, rozświetla i delikatnie kryje. Nie przesusza mojej suchej skóry. Kolor, który posiadam to 03, genialnie współgra z moją karnacją. Lubię też jego zapach. Po prostu hit.

Chanel Illusions D'Ombre w kolorze Mirage gości na moich powiekach prawie codziennie. Przepiękny złoto brązowy, delikatnie połyskujący i subtelnie opalizujący. Uwielbiam cienie w kremie Chanel, a ten kolor jest po prostu idealny na jesień.

Maybelline Dream Lumi Touch Highlighting Concealer czyli korektor rozświetlający, który kupiłam po recenzjach Anety Starosty. I nie zawiodłam się, bardzo fajny kosmetyk za dobrą cenę. Posiadam kolor 01 Ivory, który uważam, będzie odpowiedni praktycznie do każdej karnacji. Kremowa konsystencja nie wchodzi w załamania skóry, jest delikatna i świetnie się blenduje, nie przesusza i faktycznie delikatnie rozświetla i ożywia twarz. 

Essie Ballet Slippers gościł na moich paznokciach prawie cały październik. Piękny, mleczny odcień różu, który trwałością może zaskoczyć nie jedną osobę. Naturalny odcień zdrowych i zadbanych paznokci wygrał z kolorami jesieni, nie będzie mi łatwo się z nim rozstać na rzecz innego koloru także w listopadzie.

To wszyscy moi ulubieńcy z tego miesiąca. Jestem ciekawa, czy znacie któryś z kosmetyków oraz jacy byli Wasi ulubieńcy w październiku?

26 października 2014

Snapshots of the Week 61

 1. Śniadanie, ulubiony posiłek dnia. 2. Pędzle Real Techniques w Rossmannie. Tak tak. 3. Zmiana ulubieńca letniego na ulubieńca jesieni. 4. Comfy.






























5. Grey Day. 6. Sałatka z jarmużem w przygotowaniu. 7. I gotowa. 8. Zielono pod kocem.


































9. Syropu klonowego nigdy za dużo. 10. Mega pachnąca nowość L'Occitane. 11. Śniadanie2.
12. Nowe BELLE.

24 października 2014

Friday

Po ciężkim tygodniu, który dał mi w kość nie tylko pogodą, ale też natłokiem dodatkowych zadań, czekałam z utęsknieniem na piątek i wolne popołudnie oraz wieczór, który spędzę w domu. W planie gorąca kąpiel, przegląd magazynów i serial. 
Gdy za oknem wiatr i deszcz komponują się w jesiennej szarudze i ponurym klimacie, zakładam ciepły, otulający sweter i przygotowuję szybki obiad. Nie mam ochoty na czasochłonne dania, więc stawiam na swój comfort food, pomidorowe pesto z papryką i tuńczykiem zawsze się w takich sytuacjach sprawdza. Po ciepłym posiłku, z kubkiem gorącej herbaty w ręku, mogę przejrzeć prasę i polenić się w fotelu. 





























Dzisiejszy makijaż jest na tyle lekki i delikatny, że jego usunięcie zajmuje mi chwilę, wszyscy, którzy posiadają szczoteczkę Clarisonic Mia 2 wiedzą, jak przyjemne może być te kilkadziesiąt sekund masażu twarzy przy jej użyciu:) W tym czasie moja gorąca kąpiel jest gotowa. W całej łazience unosi się zapach lawendy, wszystko to za sprawą cudownego pudru do kąpieli Pat&Rub, który wzbogacony jest płatkami suszonej lawendy, cynamonem i kozim mlekiem. Puder genialnie nawilża ciało, kąpiel relaksuje zmęczone mięśnie, a zapach zdecydowanie wpływa na relaks i odprężenie. Po kąpieli mogę już wskoczyć w swoją ulubioną piżamę, przed tym nakładając mega pachnące mleczko z L'Occitane, przyznaję, że zapach róży, fiołka i szafranu kupił mnie od razu.





























Z kubkiem gorącego kakao włączam serial i wieczór spędzam pod kocem, ciesząc się, że ten tydzień dobiega końca.

A jak Wam minął ten tydzień? Jakie macie plany na weekend?

20 października 2014

Whipped Body & Hand Cream | L'Occitane





























Masło shea nazywane jest często "złotem kobiet". Nic dziwnego, bowiem dla naszej skóry, włosów, paznokci ma zbawienny wpływ i potrafi zdziałać cuda. Duet, który dziś chcę Wam pokazać, pochodzi z firmy L'Occitane. Jest to nowa, limitowana edycja kosmetyków z masłem shea. Jak zapewne wiecie, marka ma w swojej stałej ofercie linię z masłem shea, która dla suchej skóry jest jak opatrunek i którą ja osobiście bardzo lubię, dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy dostałam okazję przetestowania nowej, limitowanej serii. Czym się różni od klasycznej linii? Kosmetyki są puszyste! Tak, dokładnie, konsystencja zarówno kremu do ciała jak i tego do rąk, przypomina gęstą, pyszną, prawdziwą bitą śmietanę. Oba produkty jak dla mnie mają bardzo zimową szatę graficzną, zapakowane są w minimalistyczne opakowania, co mi bardzo odpowiada.  Krem do ciała zamknięty jest w metalowej puszce o pojemności 125 ml. Po odkręceniu ukazuje nam się niesamowity widok puszystej, lekkiej masy. Wrażenie to pozostaje z nami do czasu aplikacji, bo krem ma lekką konsystencję pianki, która bardzo ładnie rozprowadza się na skórze i natychmiast wchłania. Krem składa się z wielu naturalnych, odżywczych składników, które mają za zadanie zregenerować, nawilżyć i odżywić suchą skórę. I myślę, że właśnie osoby z taką skórą będą z niego zadowolone. Po nałożeniu kosmetyku skóra jest wygładzona, nawilżona, jędrna, ale wyczuwalna jest na niej warstwa ochronna, wiem, że nie każdy to lubi, ale warstwa ta nie jest tłusta czy lepiąca, po aplikacji możemy się natychmiast ubrać. Głównym składnikiem kremu jest oczywiście masło i olej z masła shea. Wszystko to sprawia, że przy regularnym stosowaniu, sucha skóra odzyskuje komfort i nie ma problemu z przesuszaniem czy szorstkością. Do tego zapach, który jest typowy dla klasycznej linii z masłeh shea, ja go osobiście uwielbiam, kojarzy mi się z czystą i wypielęgnowaną skórą.
Krem do rąk, podobnie jak ten do ciała, posiada puszystą konsystencję, odrobina wystarczy, aby posmarować nim całe dłonie i wmasować go w paznokcie, dla mnie jest to idealny krem na zimową porę, delikatnie tłusty, pozostawiający ochronną warstwę, która pomoże ochronić nasze dłonie przed mrozem i jego przykrymi skutkami dla skóry. Zapach identyczny jak cała linia z masłem shea, bardzo przyjemny.
Krem do ciała możecie już nabyć sklepach L'Occitane, kosztuje około 100 zł, przy czym krem do rąk o pojemności 30 ml kosztuje około 30 zł. Cała linia uzupełniona jest o piankę pod prysznic, której ja osobiście nie testowałam. Oba produkty bardzo Wam polecam, jeżeli macie suchą, problematyczną skórę, to jesienią i zimą te dwa kosmetyki sprawdzą się u Was idealnie. Ze względu na bardzo klasyczny zapach, krem do rąk na pewno sprawdzi się również o wszystkich Panów :)

Jestem ciekawa czy znacie tą oraz klasyczną linię z masłem shea L'Occitane i czy ją lubicie?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...