9 czerwca 2014

Snapshots of the Week 55

1. Letnia garderoba! 2. Szorty DIY 3. Dzień błyszczyk.

4. Uwielbiam! 5. Opalanie. 6. I po. 7. Wieczorne oczyszczanie.

8. Genialny produkt! 9. Mel B BFF. 10. I taka zadowolona po ABS. 11. Letnia lektura.



7 czerwca 2014

Luscious | Phenome




























Dzisiejszy post jest dość wyjątkowy dla mnie, bo piszę też o bardzo wyjątkowym kosmetyku. Krem nawilżający to dla mnie podstawa pielęgnacji, zaraz po oczyszczaniu. Nie wyobrażam sobie nie nakładać go na twarz. Mogę pominąć nałożenie podkładu, tuszu do rzęs, pomadki, ale nigdy nie pomijam w mojej pielęgnacji nawilżenia skóry. Osoby z suchą i wrażliwą skórą, tak jak moja, wiedzą o czym mówię, nie ma nic gorszego od ściągniętej i podrażnionej cery. Od ponad miesiąca mam przyjemność używać kremu silnie nawilżającego z naszej polskiej firmy Phenome. Jeśli ktoś jeszcze o marce tej nie słyszał niech wie, że musi to koniecznie nadrobić, bo firma jest godna uwagi i moim zdaniem kosmetyki ich są jednymi z najlepszych jakie miałam okazję stosować. Marka może pochwalić się genialną filozofią, wszystkie ich kosmetyki zawierają tylko naturalne i organiczne składniki najwyższej jakości, nie znajdziemy w nich żadnych szkodliwych dla skóry substancji, wszystko zgodnie i w przyjaźni z naturą. Tak jak w przypadku innych kosmetyków firmy, Luscious zapakowany jest w minimalistyczny słoik z ciemnego szkła o pojemności 50 ml. Ważność kosmetyku po otwarciu to 6 miesięcy, przy czym wspomnę od razu, że krem jest przewydajny i sądzę, że na te 6 miesięcy codziennego stosowania na pewno nam wystarczy. Po odkręceniu słoiczka znajdziemy puszysty i bardzo bogaty krem o delikatnym zapachu, który jest dość charakterystyczny dla marki i bardzo przyjemny dla nosa. Konsystencja jest bogata, składa się na nią bowiem miks olejków i inaturalnych ekstraktów. W składzie na głównej pozycji znajdziemy cztery wody roślinne: aloesową, różaną, migdałową i cytrynową, które na początek dostarczają naszej skórze niezbędnych minerałów i witamin. Dodatkowo krem zasilają: sok aloesowy, który nawilża i chroni naszą skórę, silnie nawilżające, zmiękczające, łagodzące podrażnienia masło shea, ekstrakt z owoców goji, który dodaje skórze energii i działa przeciwutleniająco, fitoskwalan odpowiedzialny za natłuszczenie, zmiękczenie i odżywienie skóry, a także poprawę jej elastyczności, nawilżający kwas hialuronowy i wspomniany miks olejków: olej jojoba, który chroni cerę i odżywia ją, olej z oliwek działający natłuszczająco i wygładzająco, ekstrakt z róży który działa przeciwstarzeniowo, ekstrakt z passiflory działa kojąco i przeciwutleniająco, oraz nawilżający wyciąg z nagietka. Wszystkie te składniki sprawiają, że konsystencja jest po prostu luksusowa, a aplikacja niezwykle przyjemna. Na początku bałam się, że krem będzie zbyt bogaty nawet dla mnie. Nic podobnego, mimo tak gęstej konsystencji, wchłania się praktycznie natychmiast i staje się na skórze niewyczuwalny, żadnej tłustej warstwy, za to skóra odzyskuje natychmiastowy komfort. Krem nie zapycha mojej cery, nie powoduje żadnego uczulenia czy podrażnienia, za to działanie nawilżające jest rewelacyjne i co zdarzyło mi się chyba po raz pierwszy, przy regularnym stosowaniu, moja skóra odzyskała nawilżenie nie tylko po nałożeniu kremu, ale także pod koniec dnia, czy po demakijażu. Jestem zachwycona! Do tego jest tak gładka i przyjemna w dotyku, że każdy kolejny kosmetyk do makijażu rozprowadza się na niej bezproblemowo. Osoby z suchą, mało elastyczną skórą będą nim zachwycone, dla osób ze skórą mieszaną będzie genialną alternatywą na noc. Polecam Wam Luscious z czystym sumieniem, myślę, że i Was oczaruje swoim fantastycznym składem i działaniem, które mnie po prostu pozytywnie zaskoczyło. Krem możecie kupić na stronie producenta TU, w regularnej cenie za słoiczek tego cuda zapłacimy 126zł, ale polecam śledzić fan page marki na Facebook'u, gdzie często ogłaszane są wszelkie promocje i rabaty. 

Znacie krem Luscious? Jakie są Wasze ulubione kremy nawilżające?

5 czerwca 2014

May Beauty Favourites























































Za nami pierwsze dni czerwca, więc dziś zapraszam Was na podsumowanie maja, przed Wami moi kosmetyczni ulubieńcy minionego miesiąca!

PIELĘGNACJA 

Phenome Exfoliating Paste to moje drugie opakowanie tego peelingu do twarzy i nie wiem czy za pół roku nie będzie trzeciego. Pól roku, właśnie na tyle wystarcza ten słoik i na tyle jest przewidziana ważność tego w pełni naturalnego kosmetyku. Co tu dużo mówić, scrub idealny. Mimo, że drobinki zdecydowanie ścierają martwy naskórek, to mojej wrażliwej i suchej skóry w żaden sposób nie podrażniają, a miks dobroci zawarty w kremie, w którym drobinki są zatopione sprawia, że po użyciu skóra jest doskonale oczyszczona, nawilżona i meeegaaa gładka. Ogromny ulubieniec, klasa.

Babydream i olejek dla mam, na wielu blogach od x czasu ogromny ulubieniec, u mnie po raz pierwszy w łazience zastępuje ukochaną oliwkę HiPP. Przewagę nad HiPPem ta oliwka ma taką, że jest zdecydowanie wydajniejsza, tańsza i ma większą pojemność. Jeśli chodzi o działanie nawilżające są na tym samym poziomie, jednak jeśli chodzi o zapach, finalnie chyba jednak wolę HiPP. Niemniej bardzo fajny produkt w przyjemnej cenie, na pewno nie raz do niego wrócę.

Pat&Rub AOX tonik to kolejny debiut w mojej pielęgnacji. Myślałam, że tonik łagodzący tej samej firmy jest idealny, jednak to ten z serii AOX pobił go i na tą chwilę nie chcę już go zmieniać na żaden inny produkt. Na blogu pojawi się o nim osobna notka, bo zdecydowanie na to zasługuje, powiem jedno, moja sucha skóra go uwielbia, tak dobrego toniku jeszcze nie miałam.

Garnier w mojej łazience nie gościł od czasów, kiedy byłam jeszcze w liceum, a było to naprawdę dawno temu. Po prostu się nie polubiliśmy i nie było nam więcej ze sobą po drodze. Jednak odżywka do włosów z avocado i masłem karite była tak chwalona na wielu blogach i zbierała same bardzo pozytywne recenzje, że i ja zdecydowałam się ją finalnie wypróbować. Teraz wiem, o co było tyle szumu. Faktycznie, rewelacyjny produkt do włosów za małe pieniądze. Nawilża włosy nie obciążając ich przy tym, wygładza, sprawia, że są lekkie i puszyste i do tego bajecznie pachnie! Garnier, jestem pod wrażeniem.

MAKIJAŻ

Dior Lip Maximizer pojawia się u mnie co roku wraz z nadejściem wiosny. Głównie za swój orzeźwiający, miętowy zapach i chłodzący efekt jaki daje na ustach, co w gorące dni daje bardzo przyjemne działanie. Do tego jego uniwersalność sprawia, że nałożony czy to solo czy na jakikolwiek kolor, daje wrażenie pełnych ust i lśniącej tafli. Lubię.

MAC w kolorze Well Dressed tej wiosny również zadebiutował u mnie na twarzy i przyznaję, że efekt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Delikatny, bardzo dziewczęcy i świeży efekt jaki daje sprawia, że mam ochotę nosić go codziennie. Nie zapycha, nie podrażnia skóry i myślę, że jest to naprawdę bardzo uniwersalny odcień. 

Clinique ze swoją kolorówką bardzo wpisuje się w mój gust. Lubię ich kosmetyki kolorowe, są trwałe, dobrej jakości, a kolory są bajeczne. Po wielkim hicie, jakim okazały się kredki do ust, przyszła kolej na Chubby Stick do oczu. Mój kolor to Bountiful Beige, który na oku wygląda obłędnie! Aplikacja jest dziecinnie prosta, a efekt i trwałość są na najwyższym poziomie, zdecydowanie mam ochotę na więcej kolorów, a kredka w maju lądowała na moich oczach chyba codziennie. Polecam.

Znacie któregoś z moich ulubieńców? Jestem ciekawa jakie kosmetyki w maju były Waszymi hitami?



2 czerwca 2014

Snapshots of the Week 54



































1. Comfort Food. 2. Pierwsze opalanie w tym roku! 3. HIT!!!! 4. Poranna kawa, lubię.


































5. After School Boy Blazer. 6. Zimna domowa Sangria najlepsza na upały. 7. Miła niespodzianka od Belle. 8. I po południu też.


































9. Do pieca! 10. TRUSKAWKI! 11. Też super. 12. TRUSKAWKI i Kate Upton.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...