28 kwietnia 2014

Snapshots of the Week 51

1. Dylematy z garderoby. 2. Czas na krewetki. 3. Wiosenna przesyłka z Minti. 4. Niby wiosna.

5. Poznaję. 6. OOTD. 7. Belle. 8. Już na mnie.
9. Próbuję zastąpić HiPP. 10. Milkshake. 11. New In. 12. Z burakiem.
13. OOTD. 14. Wiosennie. 15. Fifth Avenue Essie. 16. New In.
17. Różany relaks. 18. By Weber. 19. Comfy OOTD.

27 kwietnia 2014

The Day After











Wczorajszy wieczór spędziłam w gronie przyjaciół, obchodząc swoje urodziny. Impreza była naprawdę przednia, ale dziś trzeba wrócić do rzeczywistości. Umówmy się, każdy z nas to zna, każdy to przechodził. Dzień po poprzednim wieczorze, na tyle ciężki, że trzeba zrobić wszystko, aby spędzić go mimo wszystko komfortowo na tyle, na ile się da. Oto moje sposoby na to, aby dobrze poczuć się w swojej skórze nawet po najcięższej nocy:)

Zaczynam od świeżo wyciśniętego soku owocowego, który swoimi witaminami stawia na nogi lepiej niż mocna kawa, a do tego cudownie orzeźwia. W tym czasie szykuję gorącą kąpiel, którą umila mi nowość z firmy Pat&Rub- puder do kąpieli na bazie czerwonej glinki z płatkami róży i olejkiem z rozmarynu. Przyznam, że kąpiel w towarzystwie tego kosmetyku to sama rozkosz. Zapach relaksuje, odpręża, koi, kąpiel rewelacyjnie wpływa na obolałe mięśnie, sam puder genialnie nawilża skórę. W trakcie kąpieli na twarzy gości nawilżająca maseczka Uny Brennan, która genialnie przywraca równowagę skórze. Po 30 minutowym wyciszeniu w wannie, wmasowuję w ciało relaksujący olejek firmy Phenome. Olejek cudownie nawilża skórę, uelastycznia ją, a delikatny aromat róży długo utrzymuje się na ciele. Ponieważ dzień zamierzam spędzić na kanapie z ulubionym serialem, a wieczór z przyjaciółmi i domową pizzą, nie stoję w swojej garderobie zastanawiając się co na siebie dziś włożyć. Stawiam na wygodę, a nowa bluza z Topshopu jest chyba najprzyjemniejszą i najwygodniejszą bluzą, jaką miałam. Szybko zaplatam warkocz, uprzednio dodając odrobinę świeżości i objętości włosom za pomocą suchego szamponu do stylizacji firmy Bumble&Bumble i tu po raz kolejny myślę o tym, że absolutnie uwielbiam ten produkt za wszystko co robi z moimi włosami oraz za jego przecudowny zapach. O makijażu w ten dzień nie ma mowy, krem nawilżający i ewentualnie odrobina korektora na zaczerwienienia to wszystko,  ale na policzki nakładam za to róż MAC Well Dressed, który jest tak subtelny i dziewczęcy, że po zmęczeniu na twarzy nie ma już śladu. Na spierzchnięte usta nakładam grubszą warstwę miodowego balsamu do ust NUXE, który zawsze i w każdych warunkach sprawia, że odzyskują gładkość i są odpowiednio nawilżone. Z zaparzonymi ziołami w kubku, które cudownie oczyszczają organizm z toksyn (ok, był jeden drink, a nawet dwa), mogę się relaksować dalszym dniem w spokoju i z lepszym samopoczuciem. 

Jestem ciekawa, jakie są Wasze ulubione sposoby na takie ciężkie dni?


26 kwietnia 2014

Nourishing Hair Mist | Phenome





Pielęgnacja moich włosów od dłuższego już czasu oparta jest głównie na kosmetykach naturalnych. Po prawie roku używania naturalny szamponów nie zawierających silnych detergentów myjących, odżywek i masek z w pełni naturalnym składem, mogę śmiało powiedzieć, że moje włosy są w lepszej kondycji. Są mocniejsze, w okresie wzmożonego wypadania nie mam z nimi większych problemów, szybko rosną i są po prostu zdrowe, mimo to, że suszarka czy prostownica nie są im na pewno obce. Moje włosy nigdy niestety nie należały do gęstych i bujnych, dlatego unikam środków, które mogłyby je obciążyć, ale samo mycie nie zapewni im ochrony, jakiej potrzebują na co dzień. Od jakiegoś czasu postawiłam na nawilżającą mgiełkę do włosów firmy Phenome. I przyznam, że to był strzał w dziesiątkę, bo moje włosy i skóra głowy ją pokochały. Mgiełka opakowana w minimalistyczną (ah te cudne opakowania Phenome) butelkę z atomizerem skrywa w sobie cudowny eliksir. Przeznaczona jest zwłaszcza do włosów suchych, zniszczonych, łamliwych, farbowanych. Moje włosy zniszczone nie są, ale lekko przesuszone na końcach od wspomnianej już stylizacji na gorąco na pewno, więc taki produkt ochronny bardzo im się przyda. Bałam się obciążenia moich włosów, bo skład mgiełki jest bardzo bogaty, ale nic takiego nie miało miejsca, mimo to, iż aplikuję ją nie tylko na całe włosy, ale także na skórę głowy i po aplikacji wykonuję delikatny masaż. Skład mgiełki prezentuje się naprawdę bajkowo i wręcz wymaga tego, aby trafił w cebulki naszych włosów. Oparta na bazie wód roślinnych mgiełka, wzbogacona także jest o proteiny pszenicy, które nawilżają i regenerują włosy, olej buriti, który nawilża, koi i działa antyoksydacyjnie, masło shea, które zmiękcza włosy, wygładza je i łagodzi, wyciąg z owoców goji dodaje witalności i energii włosom, organiczne oleje jojoba, migdałowy i kokosowy odżywiają włosy, zmiękczają i domykają łuskę włosa, ekstrakt z owoców noni, który odpowiada za odżywienie włosów, wzmocnienie i działanie antyoksydacyjne oraz łagodzący wyciąg z rumianku. Cały ten dobroczynny mix rozpylamy na umyte i osuszone ręcznikiem włosy. Przyznam szczerze, że mgiełka jak dla mnie jest po prostu odżywką bez spłukiwania, ale jej działanie jest tak znakomite, jak przy produktach które trzymamy na włosach dłużej i spłukujemy. Mgiełka jest właściwe bezzapachowa, nie jest tłusta, nie jest gęsta, nie oblepia włosów. Po rozczesaniu włosów i wmasowaniu jej w skórę, suszę włosy suszarką a efekt, który uzyskuję jest fenomenalny. Włosy są delikatnie uniesione u nasady, lekkie, bardzo miękkie i nawilżone. Jak już wspomniałam nie ma tu mowy o żadnym obciążeniu, jest za to lekko i jest puszyście. Odkąd używam tego produktu, maskę czy odżywki kremowe stosuję tylko raz w tygodniu i to wystarcza, aby włosy były w dobrej kondycji. Myślę, że mgiełka sprawdzi się genialnie w nadchodzące wakacje, często na plaży nakładamy ochronne produkty na ciało, zapominając o włosach, więc wykorzystam mgiełkę przy kąpielach słonecznych, mam nadzieje, że moje włosy po wakacjach mi za to podziękują. Mgiełkę możecie kupić w sklepie internetowym producenta TU w cenie 82 zł za 200 ml produktu, który zaznaczę jest bardzo wydajny, niewiele potrzeba, aby atomizer pokrył całe włosy. Firma Phenome często robi promocje, o których informuje na swoim fan page'u, więc warto do nich zaglądać i polować na okazje.

Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii, jak to jest u Was z produktami do włosów bez spłukiwania. Czy znacie już tą mgiełkę z Phenome?

22 kwietnia 2014

Forever Repurchased #2





Dziś kolejny post z cyklu Forever Repurchased, czyli kosmetyki, które regularnie powtarzam w swoich zakupach, które raz się sprawdziły na tyle, że wracam do nich bo wiem, że są niezastąpione i niezawodne. Pierwszą część cyklu możecie zobaczyć TU.

Clarins Liquid Bronze Self Tanning czyli kultowy już chyba samoopalacz w mleczku do twarzy. Osobiście samoopalaczy używam cały rok, ale dla tych z Was, które zwłaszcza teraz przed latem potrzebują takiego kosmetyku, a wcześniej nie miały do czynienia z samoopalaczem i boją się tego typu produktów, mogę polecić go z czystym sumieniem i całą odpowiedzialność za Waszą opaleniznę biorę na siebie:) Mleczko, które aplikujemy na twarz za pomocą wacika, lub też jak kto woli po prostu palcami, ma bardzo lekką konsystencję, nie ma przykrego zapachu, który towarzyszy tego typu produktom, bardzo ładnie się wchłania, nie zapycha i nie uczula, nie przesusza mojej suchej i wrażliwej skóry, a opalenizna, która powstaje z jego pomocą jest bardzo delikatna, bez smug, plam czy koloru pomarańczy. Serio, jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, a stosuję go już kilka lat. Do tego jest bardzo wydajny, także czego chcieć więcej? 

L'Oreal Glam Bronze tu już w nowej odsłonie, ale równie świetnej, jak jego poprzednie wydanie. Bronzer, który występuje w dwóch wersjach, dla blondynek i dla brunetek. Ja posiadam ten drugi wariant i naprawdę, jest to jeden z najlepszych bronzerów, który jakością nie ustępuje tym z selektywnych marek. Kolor nie jest za ciemny, nie ma nic wspólnego z pomarańczą, bardzo ładnie się blenduje, nie zostawia na skórze plam. Nałożony na twarz solo czy na podkład, trzyma się bez zarzutu cały dzień. Polecam, zwłaszcza to nowe wydanie, które wyposażone jest dodatkowo w wygodne opakowanie z lusterkiem.

L'Oreal Lumi Magique korektor z gamy rozświetlającej firmy Loreal. A raczej rozświetlacz, bo krycia sporego to on nie ma, ale dla tych z Was, które lubią rozświetlacz YSL, to tańsza, ale równie genialna alternatywa. To moje drugie opakowanie i nie zamierzam więcej przepłacać za tego typu produkty. Kremowy, nie obciąża delikatnej skóry wokół oczu, pięknie rozświetla i rozjaśnia spojrzenie, na twarzy nałożony w strategicznych miejscach sprawia, że cera wygląda świeżo i naturalnie. Posiadam kolor 01 Light i uważam, że jest to kolor uniwersalny zarówno dla jaśniejszych jak i ciemniejszych karnacji. Bardzo fajny kosmetyk.

Helena Rubinstein Lash Queen czyli już nie tak tania, ale niezawodna i chyba ulubiona mascara. Nawet, kiedy robię sobie od niej przerwę na rzecz testowania nowości czy skuszona jakimś tuszem drogeryjnym, to wracam do niej po jakimś czasie, bo żaden tusz tak nie wydłuża, pogrubia i podkręca moich rzęs i chyba żaden nie jest tak długo świeży, a co za tym idzie nie osypuje się i nie rozmazuje przez kilka miesięcy po otwarciu. Co tu dużo mówić, dla mnie nr1. 

Dior Miss Dior Cherie czyli jedne z moich ulubionych perfum, których nigdy nie może zabraknąć na mojej półce ze szklanymi buteleczkami. To zapach truskawek, karmelizowanego popcornu i kwiatów. Dla mnie całoroczny, ale to wiosną sięgam po niego chyba najchętniej, bo utożsamia wszystko to, co dzieje się w koło, budzącą się do życia naturę, długie wieczory i owocowe koktajle. Uwielbiam.

Czy znacie któryś z moich wymienionych pewniaków? Jestem ciekawa, czy macie wśród nich też swoich ulubieńców!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...