31 października 2012

Hello November

Jesienna chandra dopadła i mnie. Rano jest ciemno, na ulicach mokro i mglisto. Budzę się kawą. Kawami. W ciągu dnia, zza okna w pracy oglądam krajobraz tak zmienny, ja nastroje, jest słońce, jest deszcz, jest śnieg. Wieczór przychodzi tak szybko, że obiad jem właściwie już po zmroku. 
Na spacery po pobliskiej puszczy mogę się wybrac co najwyżej w weekend, w ciemne popołudnia mam ochotę tylko na koc i nadrabianie pozycji książkowych, których przybywa i przybywa na półce. 
Lubicie listopad? Jak poprawiacie sobie humor w te szare popołudnia?
















28 października 2012

Bleu Village

 Rano jest tak ciemno, że nie mam ochoty wstawać, zasypiam z powrotem i budzi mnie już słońce. O godzinę dłuższy dzień, długa, leniwa niedziela. Skończona książka, której koniec rozpala moją ciekawość i chęć na kolejną część. Sięgam po następną pozycję, wypełni mi czas w oczekiwaniu na kolejne tomy tej poprzedniej. Zapach herbaty z sokiem z dzikiej róży i cytryną otacza mnie cały dzień. Kolejna historia, w której wtapiam się w tłum bohaterów. Kolejna historia, która nie długo dobiegnie końca.


Dziś przepis na makaron w sosie śmietanowym z niebieskim serem pleśniowym i brokułem, który można wedle uznania zamienić na szpinak. Będzie równie dobre. 

Przepis na 2 osoby:

jeden mały brokuł, pocięty na różyczki i ugotowany
200 ml śmietany
150 g niebieskiego sera pleśniowego
duży ząbek czosnku pokrojony w plasterki
duża łyżka masła
sól
świeżo mielony pieprz
2 garści makaronu tagiatelle ( lub dowolnego)

Na rozpuszczonym na patelni maśle przesmażamy czosnek, nie dopuszczając do tego, aby zbrązowiał. Wlewamy śmietanę i czekamy aż zacznie się gotować. Stopniowo wrzucamy pokrojony w mniejsze kawałki ser, cały czas mieszając.
Gdy sos będzie gładki i kremowy, doprawiamy solą i dużą ilością zmielonego pieprzu. 
Dorzucamy ugotowany wcześniej brokuł oraz makaron, całość mieszamy i podajemy oprószone kolorowym pieprzem.   

Smaczego:-)




     
   

 

27 października 2012

Chocolate Bronze Body Butter Organique

Pogoda za oknem nie rozpieszcza. Wielkimi krokami zbliżamy się do zimy, a na niektórych blogach u dziewczyn widziałam, że zima w niektórych miejscach Polski już dziś się pojawiła. U mnie śniegu jeszcze ( na szczęście) nie ma, ale jest naprawdę bardzo zimno i jedyne o czym marzę, to koc, książka, kubek kawy i coś słodkiego. No właśnie.. dzisiejszy post o czymś słodkim. Bynajmniej nie do jedzenia, więc nawet te z Was, które są na diecie, mogą kontynuować czytanie :-)


Czekoladowe masło do ciała Organique, to kosmetyk, który po prostu muszę mieć zawsze. Od kiedy wypróbowałam je po raz pierwszy wiedziałam, że zostanie ze mną na długo. Nie tylko dlatego, że uwielbiam produkty delikatnie brązujące ciało, ale też dlatego, że moja skóra je pokochała a ja kocham czekoladę :-) To moje kolejne opakowanie i na pewno nie ostatnie.
 Zapach, który odnajdziemy w tym maśle to zapach prawdziwej czekolady. Nie żadne ulepszacze zapachu, nie żadne podróby zapachu czekolady, lub co gorsze zapach czekolady tak chemiczny i sztuczny, że nie można go znieść. O nie. Ten kosmetyk pachnie obłędnie, a jego zapach bardzo długo utrzymuje się na skórze, co pozwala nam odprężyć się po ciężkim dniu. Ale zawartość masła kakaowego w tym kosmetyku, nie tylko działa na poprawienie naszego nastroju i ukojenie nerwów, ale także na kondycję naszej skóry. Bo w połączeniu z masłem shea, odżywia skórę, dostarcza jej witamin, nawilża ją i uelastycznia. Masło rewelacyjnie regeneruje suchą i bardzo suchą skórę, przeciwdziała podrażnieniom, wycisza ją. Skóra po jego użyciu jest bardzo długo nawilżona i gładka. Jak wiemy, ekstrakt z kakaowca ma działanie ujędrniające skórę i działa antycellulitowo, co jak dla mnie jest rewelacyjnym rozwiązaniem, bo mam kosmetyk dwa w jednym, świetnie ujędrnia i doskonale nawilża moją suchą skórę. 
A za co lubię go jeszcze bardziej? Masło zawiera erytrulozę - naturalny sacharyd, który bardzo delikatnie brązuje skórę. Od razu mówię, że Chocolate Bronze Body Butter to nie jest samoopalacz! Masło po nałożeniu na skórę pozostawia lekko przyciemnioną skórę, a przy regularnym stosowaniu, skóra jest delikatnie opalona. Nie zostawia żadnych plam, smug, nie brudzi ubrań ani pościeli, ot zwykłe nawilżające masło, które upiększa naszą skórę. Dlatego jest rewelacyjny szczególnie na porę jesienno-zimową, gdy nie możemy zaczerpnąć słońca a nie lubimy zapachu typowego dla samoopalaczy, które powoduje DHA. 
Masełko ma bardzo aksamitną teksturę, dobrze się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy na skórze. Doprowadza nawet tą najbardziej suchą do regularnego stanu. 





   
Masło kosztuje ok 60 zł, ale jest bardzo wydajne i tak, jak lubię większość kosmetyków z Organique, tak ten kosmetyk to mój zdecydowany hit tej firmy. Kto pierwszy raz spróbuje zapragnie do niego wrócić. No przynajmniej powinien ;-)

Znacie ten kosmetyk? Macie swoich faworytów kosmetycznych, których nie zamienicie na żaden inny kosmetyk?
 

23 października 2012

Vitamin E The Body Shop Mask



 Do masek podchodzę z dużą rezerwą. Dlaczego? Ano dlatego, że mało która maska odpowiada mi swoim działaniem. Miałam kiedyś przyjemność używać masek z firmy Sisley, które były tak świetne, że postawiły bardzo wysoko poprzeczkę. Niestety, wysoka też jest ich cena, więc po zakończeniu tubek, więcej do nich nie wróciłam. 
Tymczasem, trafiłam na, już drugą, fantastyczną maseczkę z The Body Shop. 
Zaraz po oczyszczającej, o której pisałam tu, zachwycona pobiegłam do TBS z postanowieniem zakupu kolejnej maski, aby przekonać się, czy ta algowa nie była jedynym pozytywnym kosmetykiem z ich kolekcji masek. Postawiłam na coś nawilżającego, czyli Vitamine E Sink In Moisture Mask.
A ponieważ październik jest miesiącem maseczek (wszystko to za sprawą inicjatorki tej akcji, Maliny http://testykosmetyczne.blogspot.com/ ), dzisiaj właśnie o tej maseczce :-)

 
Maska ma za zadanie dostarczyć skórze odpowiedniej dawki nawilżenia, zapewnić jej witalność i blask. Wzbogacona w witaminę E pomaga zwalczyć wolne rodniki. 
Maska odpowiednia jest dla każdej skóry. Konsystencja budyniowa, jest gęsta, treściwa, ale po nałożeniu na skórę lekka i nie zapychająca. Bardzo wydajna!  Pięknie pachnie. Nie podrażnia skóry, nie wzmaga jej przetłuszczania. Jest to maska typu Sink In, czyli nakładamy ją na twarz, czekamy około 10 minut, a następnie nadmiar, który pozostał na skórze, ściągamy chusteczką, dociskając ją delikatnie do twarzy, nie ścierając! Po aplikacji, skóra jest jest wygładzona, ujędrniona, rozjaśniona. Efekt jak dla mnie był naprawdę rewelacyjny. Skóra pozostaje nawilżona jeszcze po pierwszym od zastosowania maski umyciu. Nałożona na noc, zamiast kremu, zdziała naprawdę cuda. Rano buzia jest wypoczęta, odprężona. Raz zdarzyło mi się nałożyć ją cienką warstwą pod makijaż, który fajnie się trzymał cały dzień, nie rolował się.





Zaczyna się okres grzewczy, wiatry i mrozy, więc myślę, że każda skóra, nie zależnie od jej rodzaju, nawilżenia będzie potrzebowała. Jeśli macie ochotę, polecam wypróbować tą maskę

Znacie ją? A może polecacie jakieś sprawdzone maski nawilżające? 
 

21 października 2012

Autumn Pasta

Mamy złotą, piękną jesień. Dziś w moim mieście pogoda była przepiękna, słońce, ciepło. I do tego wolny dzień, w który można robić wszystko, na co mamy ochotę. Mimo, że aura zdecydowanie sprzyjała spacerom, ja dzień spędziłam czytając i delektując się ciszą i spokojem.  A na obiad pasta z grzybami. Danie, które jest połączeniem moich dwóch ulubionych kuchni- polskiej i włoskiej. No bo makaron kojarzy nam się nieodłącznie z Włochami, grzyby, przynajmniej mi, kojarzą się z polską, złotą jesienią. 
Uwielbiam grzyby i jak jest na nie sezon, mogę je jeść w każdej postaci. To danie pochodzi z mojego ulubionego, kulinarnego bloga White Plate. Muszę przyznać, że jest pyszne a autorka tego bloga jest skarbnicą świetnych i smacznych przepisów. 


Do pasty z grzybami potrzebne nam: 
/Przepis na 2 osoby/

250 g świeżych grzybów- umytych i pokrojonych (ja przed smażeniem gotowałam je ok. 10 min)
1/2 szklanki wywaru jarzynowego 
2 ząbki czosnku
50 g masła (dodałam jeszcze jedną łyżkę na sam koniec)
odrobina gałki muszkatołowej
natka pietruszki (cały pęczek)
kilka łyżek posiekanego koperku
1 łyżka soku z cytryny
sól, pieprz
dwie garści makaronu tagiatelle lub pappardelle

Sos:

masło rozpuścić na dużej, głębokiej patelni lub w garnuszku. Dodać drobno pokrojony czosnek. Smażyć minutę. Dodać grzyby, cytrynę, wywar, sól i pieprz. Dusić ok 10 minut.




 . Dodać natkę, koperek, gałkę. Zostawić na ogniu kolejne 5 minut. 
Ugotowany makaron wymieszać dokładnie z grzybami.
Można podawać posypane parmezanem, co uczyniłam, gdyż parmezan kocham prawie do wszystkiego :-)




Polecam, bo jest naprawdę pyszne i proste. 

Lubicie grzyby? Może polecacie jakieś fajne przepisy z grzybami?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...